|
To jest straszne, ludzie wydaja ostatnie pieniądze, poświęcają sporo czasu, ponoszą wyrzeczenia - po to żeby być z nimi w Sosnowcu. Nasi piłkarze snują się po boisku i nie ma w nich ani grama sportowej złości. Setki postów poruszyły już temat ich zaangażowania, podejścia do meczu. Postawa naszego trenera, który opowiada o rotacji w składzie takie bujdy jak Tusk o drugiej Irlandii, to też już było. No i to święta prawda, co tu dużo mówić.
Jest mi tak niesamowicie przykro, że leżę teraz i mogę nasłuchiwać sobie krzyków szczęśliwych kibiców Cracovii, jest mi przykro, bo mogłem spędzić to popołudnie inaczej - nie błądzić po Sosnowcu samochodem, nie stresować się na trybunach. Ale jest tez pewna grupka, na której to nie robi wrażenia - mają pieniądze, pierwszą pozycję w tabeli itp. Co to dla nich znaczy, ze ileś tam tysięcy mniej lub bardziej przeżywających kibiców ma przez nich spieprzony dzień, tydzień, miesiąc. Nie chodzi mi o porażkę, bo to jest wliczone w sport, ale takiego FRAJERSTWA nie widziałem od czasu kiedy stałem się świadomym kibicem.
Mówicie, że nie można się od nich odwrócić. Jak Wasz przyjaciel albo osoba, na którą liczycie zawodzi Was któryś raz z rzędu to co robicie? Na litość boską, ile razy mamy słuchać przeprosin i przyjmować te ich obietnice rehabilitacji od Brożka. On już tylko rozkłada ręce, nie robi nic więcej. Reszta nie jest w niczym lepsza, żeby nie było że tylko na nim się skupia.
Co z tego, że wygrają za tydzień w Wodzisławiu po podrzędnej kopaninie i fartownej bramce, jak jutro wielu ludzi, dla których Biała Gwiazda to coś więcej niż znaczek na koszulce za noszenie której dostają ileś tam zer na konto, będzie wstydziła się wyjść z domu i spotkać swoich znajomych?
|