Cytat:
|
3. Włochy żeby dostać dodatkowych parę miliardów euro podpisują umowy nie tylko z UE ale i z Kadafim czy Putinem. A jeszcze nie widziałem takiej pacta która byłaby (w dłuższym terminie) servanda.
|
Tylko , że EKPC nie ma z UE nic wspólnego poza tym , że po wejściu Traktatu z Lizbony Unia będzie na prostej drodze , żeby stać się stroną tej umowy .
Po ,,aferze z krzyżem'' jak i przy innych sprawach związanych , czy to z Europejskim Trybunałem Praw Człowieka , czy Radą Europy lecą gromy na Unię . Niesłusznie , bo to są dwie różne sprawy .
Włochy są związane EKPC od 50 lat , więc jednak jest to umowa w dłuższym terminie servanda.
Co do aluzji putinowsko-kadafiowskich , to może i idealizowanie pewnych rzeczy prowadzi do zbytniej naiwności , ale oglądanie świata tylko i wyłącznie na surowo przez pryzmat przyziemnych zysków i kosztów też bywa mylne. Są pewne rzeczy , których geneza i założenia , leżą głębiej niż w czystych kalkulacjach finansowo-gospodarczych.
Cytat:
|
4. Jeśli chodzi o sąd federalny USA to zwróć proszę uwagę że zanim zapadł wyrok o którym piszesz Stany miały dwieście lat wspólnej: historii, wojen, armii,rządu, prezydenta, polityki zagranicznej, kultury, telewizji, języka, infrastruktury, businessu itp, itd. I tak właśnie powstają państwa. A nie poprzez narzucanie odgórnie idiotycznych pomysłów ze wspólnym sądem. Jeśli nie śmieszy Cię to że ktoś mógł wpaść na tak idiotyczny pomysł to chyba kwestia różnicy we "wrażliwości".
|
Z tymi 200 latami , to bym się zastanowił . Bo pierwsze 100 lat wspólności(no , prawie 100 lat) , podsumowali dosyć krwawą wojną domową . Nie mówiąc już o tym , że sama federacja rodziłą się w bólach i nie miało to raczej nic wspólnego z hurraoptymistycznym zawołaniem w poszczególnych Stanach: ,,niech nam żyje jedno państwo!''
Konstytucja amerykańska też narzuciła ,,idiotyczne'' instytucje federalne obejmujące swoim działaniem różne Stany.
Państwa tworzyły się w przeszłośći w różny sposób i różne też miały definicje.
Wedle Twoich kategorii oceniajać , to kiedy powstało państwo polskie ?
Nie uważam , że należy się ograniczać zarówno do jakieś jednolitej defnicji państwa(a może raczej powinniśmy pisać stanu

? ) , czy metody jego powstawania.
Wstępem do drugiej części posta , będzie obrazek
z
http://www.presseurop.eu/pl/content/...us-presidentum
Który , chyba idealnie oddaje dzisiejsze wydarzenie polityczne

Zresztą co bardziej zabawne tak właśnie wyobraziłem sobie(przed obejrzeniem obrazka) jutrzejszy szczyt Rady Europejskiej , łącznie z tekstem ,,Habemus Presidentum!'' , co może świadczyć o tym , że sporo osób ma tego typu odczucia .
Niestety póki co wybory zarówno Prezydenta jak i Ministra Spraw Zagranicznych (pozwolę sobie użyć potocznego nazewnictwa) będą przypomniały konklawe. Jednak nie odrazu Rzym zbudowano a i wybory bezpośrednie do PE odbyły się dopiero ponad 20 lat po jego ustanowieniu , więc mam nadzieję , że to nienajlepsze miłego początki .
Oczywiście sam proces wyboru był opisany w TzL i biorąc pod uwagę kompetencję Przewodniczącego Rady Europejskiej , które są ściśle związane z funkcjowaniem Rady Europejskiej , nie musi dziwić fakt , że to właśnie to gremimu go wybiera .
Jednak mimo wszystko mogło by to się odbywać w bardziej jawnej i przejrzystej formule a nie na takiej zasadzie , że lista kandydatów jest w zasadzie niejasna i oparata na przypuszczeniach . Oczywiście wraz ze wzrostem jego uprawnień , mam nadzieję , że ndrogą nastąpi wzrost wpływu obywateli Unii na jego wybór , ale to póki co melodia przyszłości .
http://www.presseurop.eu/pl/content/...amy-prezydenta
W zasadzie jeżeli chodzi o stanowisko Prezydenta tj. Przewodniczącego Rady Europejskiej , to według mnie najpoważniejsze będą dwie kandydatury.
Z jednej strony ,,maskotka''
Blair (socjalista) a z drugiej strony federalista
Von Rompuy (chadek) .
Początkowo wydawało mi się , ze lepiej jeżeli funkcję tą będzie pełniła osoba rozpoznawana w Europie i na świecie , jednak ostatnimi czasy skłaniam się bardziej ku osobie Von Rompuy'ego , który przejawia więcej merytorycznych atrybutów wskazujących właśnie na niego , jako na pierwszego stałego Przewodniczącego Rady Europejskiej. Wydaje mi się , że dostanie on poparcie Niemiec(a co za tym idzie Francji , bo zostało uzgodnione , że popierają tego samego kandydata) a mocno oponować będą Brytyjczycy(tradycyjnie anty-fedralni i na dodatek mający własnego kandydata) , jednak wybór Przewodczniącego Rady Europejskiej odbywa się za pomocą większości kwalifikowanej , więc jeżeli nie zdobędą sobie poparcia wśród innych krajów , to nic im negatywny głos nie da .
Oczywiście nie jest wykluczone , że wybrany zostanie zupełnie inny kandyat(np. pani
Vike-Freiberga z racji podniesionych przez lewą cześć politycznej sceny europejskiej żalów z powodu braku kobiet na najwyższych stanowiskach) , ale wybrałem te dwie chyba najbardziej prawdopodobne i najciekawsze kandydatury .
Zdecydowanie większy galimatias panuje wśród kandydatur na Ministra Spraw Zagranicznych. Dobrze że polski rząd podjął próbę zwiększenia przejrzystości wyboru na to stanowisko .
Tutaj naprawdę ciężko coś napisać (giełda nazwisk jest dosyć duża) , poza tym , że przydał by się nam polityk trzeźwo patrzący na wschód i o mocnej osobwości(wysoki przedstawiciel do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa , bo tak formalnie nazywa sie stanwisko ministra spraw zagranicznych , dzięki TzL zyskuje naprawdę bardzo duże kompetencje) , D'alema , który był według mediów najpoważniejszym kandydatem na to stanowisko , naszych warunków raczej nie spełnia.