no to już tylko marudzenie

Na szczęście jesteś w mniejszości. Jakkolwiek doceniam Premiership i lubię oglądać to jednak podobnie jak większość czuję bliższy, emocjonalny związek z tym dziadostwem. Same wrażenia artystyczne tego nie zastąpią. Nie będę klął na Rooneya jak na Chinyamę, z przyjemnością obejrzę Liverpool-Arsenal czy OL-OM, ale emocji... za grosz.