Jestem wściekły, że dałem się nabrać na oglądanie tego cyrku. Mam dość boksu na dobre pół roku.
A walk clowna Haye'a nie będę w ogóle oglądał. Wróżę temu pajacowi karierę na miarę Shannona Briggsa - podobny szpanerski styl, podobnie przekręcony wynik walki dającej mu wejście na bokserskie salony (Brigs wygrał z dziadkiem Foremanem, mimo że przez całą walkę był okładany po gębie).
A boks w wadze ciężkiej sięgnął dna. Wiadomo, reżyseria zawsze była w tym sporcie. Ale żeby mistrzem świata został tchórz, który przez 11 z 12 rund ucieka przed przeciwnikiem...
W tym cyrku nie może zabraknąć naszego clowna. Andrzej, wracaj koniecznie na III pojedynek z Bowem. Więcej w tym będzie doznań sportowych, niż w pojedynkach "Kosiarza"
