|
Sam już nie wiem, co było najbardziej przerażające i smutne w postawie Wisły.
Czy niesamowita ilość banalnych technicznych błedów w przyjmowaniu i opanowaniu piłki, w podaniach, w grze bez futbolowki? Czy też może zerowa zdolność do szybkiej wymiany podań na małej przestrzeni (która zresztą cechowała też Legię?)? Brak współpracy napastników? Sposób, w jaki strzelali na bramkę Muchy Brożek i Małecki, którzy albo nie potrafili czysto trafić w piłkę, albo użyć do tego odpowiedniej siły? Bezradność skrzydeł? Brak pomysłu? Brak prostopadłych podań? Brak charyzmatycznych pilkarzy w drugiej linii, ktorzy jakimś nieszablonowym zagraniem byliby w stanie poderwać zespół, wydobywając go z chaosu, zwątpienia i ogólnego marazmu (ech, Kosowski, Kosowski...)?
Fakt, że wystarczy mocne zawężenie pola gry i już polscy piłkarze są bezradni jak małe dzieci?
Kompromitujących elementów było mnóstwo. Można je jeszcze długo wymieniać. Zresztą, o czym wolimy nie pamiętać, podobnie jak w meczu wiosennym, tyle, że wowczas to my mieliśmy więcej szczęścia.
Wczoraj Legia wygrała, bo popełniła odrobinę mniej tych kompromitujących błędów.
Wnioski są proste:
1. Ta drużyna na razie stoi w miejscu, a przez kontuzje wręcz się cofa w rozwoju i przez całą rundę pokazuje, że na europejskie puchary sie nie nadaje, a porażka z Lewadią wcale nie wzieła się z niczego.
2. Poziom polskiej ligi coraz bardziej idzie w dół - za chwilę nikogo nei będą mogły dziwić problemy naszych klubow z zespołami z Malty, San Marino, czy Lichtensteinu. Z Estończykami już mamy problemy, Cypr nam dawno uciekł.
3. Polscy piłkarze nie są i jeszcze pewnie długo nie będą profesjonalistami, z czego płyną punkty 1 i 2. To przez ich walkę z "hard workiem", minimalizm, granie na pół gwizdka przez 90% sezonu, jesteśmy i nadal będziemy na tej złej drodze.Oni w przytłaczającej większości mentalnie się nie nadają do profesjonalnego futbolu, choć zarabiać chcą jak prawdziwi profesjonaliści. Widać to zresztą dobitnie nawet na przykładzie Alvareza i Marcelo, a reszty drużyny.
4. Skorża jest świetnym i bardzo solidnym trenerem. Ale na polskie warunki, w polskiej skali. Bo jak wyraźnie widać, świetnego i solidnego polskiego od porządnego europejskiego szkoleniowca dzieli mniej więcej tyle samo, ile solidnego polskiego ligowca od solidnego zawodnika jakiejkolwiek "zachodniej" ligi.
Ostatnio edytowane przez Markus : 07.11.2009 o godz. 15:23.
Jaroo1: "okazało się, że gracze co się sprawdzają w Polsce są z 2 ligi hiszpańskiej. Nic w tym odkrywczego nie ma, byłoby dziwne gdyby się nie sprawdzali."
(...)
"Polaków na rynku to mamy do wyboru praktycznie zero w porównaniu do chociażby rynku europejskiego. Ogólnie poziom Polakow jest słabszy niż graczy z zachodu, dlatego logiczne jest że łatwiej znaleźć kogoś na zachodzie, nawet z II-V ligi - zależy od kraju, bo np w Hiszpanii można znaleźć dobrego gracza w niższej lidze"
|