ToTylkoJa napisał(a):

|
A o klasie Choto niech świadczy fakt, że była tu kiedys konwersacja na temat tego, komu udało się przepchnąć choto i wygrać z nim w ten sposób pojedynek- i wyszło, że raz się udało to Pawłowi Brozkowi i komus tam jeszcze.
|
Owszem, była taka konwersacja i wykazała, że nie taki diabeł, pardon, Choto straszny, jak go malują.
Mało kto go "przepycha", bo mało kto go atakuje. Facet jedzie na "marce", przesądach i nieuzasadnionej opinii w kwestii "przepychania".
Pokazał to kiedyś już Paweł Brożek, raz na Łazienkowskiej też Piotr, ostatnio Olszar w Gliwicach, a nawet "kruszynka" Frankowski w Białymstoku, gdy po prostu wszedł mu w linie piłki, zastawił i Choto zgłupiał - potrafił jedynie sfaulować. Gdy wczoraj na początku meczu raz ostro wszedł w niego ciałem Sobiech, to od razu padł na kolana i złapał rękami piłkę wymuszając gwizdek - a minę miał przy tym jeszcze bardziej "bezcenną" i zszokowaną, niż przed tygodniem Dariusz Fornalak przy bramce Marcelo. Widać było doskonale, bo C+ dał fajne zbliżenie. Bo sytuacja, gdy jest atakowany ciałem prawie w ogóle się nie zdarza. To cały "sekret" Choto - opinia i oddawanie przez napastników pojedynków walkowerem.
Wystarczy, że choćby Małecki na lekkim przyspieszeniu wejdzie w niego barkiem i zobaczysz, jak łatwo Choto odda piłkę. Chyba, że sędziowie też "pójdą po opinii" i każdy kontakt będą odgwizdywać jako faul na Choto. A odciąć go od piłki bardzo łatwo i wejśc mu "pod ramię", bo rzeczywiście jest równie szybki jak Jop.
Konkludując: Choto to nie jest żadna święta krowa ani as w walce bark w bark.