|
Chciałbym zwrócić uwagę na trzy, według mnie bardzo ważne kwestie. Część z nich dotyczyć będzie bezpośrednio Wisły, jedna rozgrywek Ekstraklasy. Uznałem, że ten temat jest do tego najbardziej odpowiedni. A więc do dzieła.
Kwestia nr 1) Obecny poziom Ekstraklasy
Na wstępie kilka słów: Mecze ekstraklasy oglądałem systematycznie od 2003 do jesieni 2007 roku, ale niestety nie przez 2 ostatnie lata (brak możliwości - pobyt poza granicami kraju). Zawsze byłem jednak na bieżąco z Wisłą - z jej wynikami, z transferami, z problemami... Pamiętam doskonale Wisłę z pierwszej połowy rundy jesiennej 2007 roku, wtedy kiedy w jej szeregach wymiatał Kosowski a na ławce trenerskiej od niedawna zasiadał trener Skorża. Doskonale pamiętam również ogólny poziom Ekstraklasy w tamtej rundzie.
Niedawno wróciłem do kraju i zobaczyłem 7 ostatnich kolejek. Taka dwuletnia przerwa pozwala mi doskonale zdystansować się i zauważyć różnice w poziomie Ekstraklasy na przestrzeni ostatnich 2 lat. Niestety moim zdaniem poziom ten jest teraz wyraźnie niższy niż 2 lata temu. Zauważyłem dwie bardzo niepokojące tendencje:
1) Duży poziom brutalności w grze.
2) Brak składnej, poukładanej i przemyślanej gry, bez częstych strat piłki, zagrań na oślep, niecelnych podań i wielu innych mankamentów.
Niestety, na palcach jednej ręki można policzyć składne akcje, takie w których piłka wędruje od nogi to nogi jak po sznurku, zagrywana jest z pierwszej piłki. Większość gry to obecnie bezmyślna szamotanina w środku boiska - 2, 3 podania, zakończone stratą, niecelnym podaniem, lub brutalnym wejściem przeciwnika. Ilość fauli wynosi nawet 50-55 na mecz ( zgroza !!). To w praktyce oznacza, że co minutę gry następuje jej przerwanie przez faul. Doliczając do tego częste straty, długość ciągłej, nieprzerwanej gry piłką jest w Ekstraklasie chyba najniższa w Europie. Potem w ramach Kwalifikacji do Europejskich Pucharów przyjeżdża do nas zespól, który u siebie w lidze gra cokolwiek więcej piłką, i doskonale widzimy co z tego starcia wychodzi.
Szczególnie denerwujące jest zjawisko, w którym piłka wędruje do góry i jest bezmyślnie przekopywana, lub główkowana z jednej połowy na drugą, z jednego zespołu do drugiego - wystarczy tylko, że jeden z piłkarzy na boisku kopnie na oślep górną piłkę jakieś 30 metrów do przodu, tam przejmuje ją przeciwnik i odwdzięcza sie tym samym (zagrywając górną piłkę nogą lub głową). W efekcie piłka znów trafia na drugą połowę do drużyny przeciwnej, i zaczyna tak krążyć górą od połowy do połowy, od jednego zespołu do drugiego. DRAMAT. (W tym miejscu także ukłony do Arka Głowackiego, który jest świetnym obrońcom, ale kompletnie zawodzi w wyprowadzaniu gry długimi piłkami - niech patrzy jak to robi Alvarez).
Zastanawiałem się co skłania piłkarzy do takiej gry, i nasunęła mi się tylko taka myśl - "a po mam się wysilać, przyjmować (a jak się nie uda?) i myśleć jak celnie zagrać do kolegów, tak to wybije jak najdalej ode mnie - może ktoś z zespołu to złapie. W każdym razie piłka już nie moja, odpowiedzialności się pozbyłem i mogę dalej spokojnie postać na boisku".
Uważam, że coś z tym należy natychmiast zrobić, zacząć w Ekstraklasie więcej grać piłką i zmniejszyć ilość przerw w grze. Niepokojący wzrost brutalności to zadanie dla sędziów, natomiast bezmyślna gra na oślep i straty po 2, 3 podaniach to zadanie z którymi zmierzyć muszą się trenerzy - trzeba zacząć wymagać od piłkarzy w takich sytuacjach przyjęcia piłki, uspokojenia gry i zagrania z rozwagą krótkiej piłki po ziemi do partnera z zespołu.
Dlaczego o tym piszę? Otóż problem ten dotyczy również i Wisły. Na myśl nasuwają mi się dwa rozwiązania:
Po pierwsze - zwołać piłkarzy i posadzić ich przed dużym telewizorem. Prezentacja 15-20 minutowego materiału ze zbiorem głupich strat i bezsensownych zagrań z ostatnich kilku spotkań i mocne słowa: Panowie, od dziś tak nie gramy! Stawiamy na składne akcje, z celnymi podaniami od nogi do nogi, długie utrzymywanie się przy piłce. Słowa można podeprzeć wprowadzeniem systemu, w ramach którego piłkarz z największą ilością prostych strat piłki i bezmyślnych podań na oślep w meczu będzie pauzował w następnym spotkaniu. Do klasyfikacji liczone będą:
- niecelne podania do partnera na niewielką odległość
- głupie i proste straty
- bezmyślne górne piłki bite na oślep do przodu, po których inicjatywę przejmuje zespól przeciwnika.
Dodać do tego należy jeszcze, że nie będą liczone niecelna podania z pierwszej piłki, a kara pauzy w następnym meczu dla piłkarza z największą ilością strat i głupich zagrań zostanie zaniechana, jeżeli ilość tych strat będzie mniejsza niż przykładowo 5 czy 6. Taki system zachęci piłkarzy do większego szanowania piłki, mniejszej ilości strat, częstszych zagrań z pierwszej piłki (te niecelnie nie będą liczone), grania z głową i celnie do partnerów niż bezsensownie na oślep. Ponadto w przypadku gdy ilość strat spadnie, nagrodą będzie anulowanie kary pauzy w następnym meczu. Wskaźnik ilości strat zwalniający w nagrodę z odbycia kary pauzy można ustawiać elastycznie, na początek dać np. 10 i stopniowo, delikatnie go obniżać (np co rudnę, 2 miesiące) gdy zespół zacznie bardziej grać piłką i szanować ją.
Oczywiście aby odnotować korzyści nie można posunąć się za daleko - należy uwzględniać tylko na prawdę niepotrzebne i głupie zagrania. Nie można karać obrońcę za wybicie piłki w trybuny spod nóg przeciwnika wbiegającego w pole karne, czy też napastnika który wbiega w pole karne, składa się do strzału i piłkę z pod nóg wybija mu obrońca rywala.
Po drugie - dawniej gorącym tematem w Wiśle były tzw. kontrakty motywacyjne, tzn. takie w których mniejszą część wynagrodzenia dostaje się za bycie w klubie ,a większą za grę, bramki i zwycięstwa. Nie wiem jak sprawa wygląda obecnie, być może konstruowane w ten sposób są nowe kontrakty. Uważam jednak, że jednym z filarów systemu motywacyjnego powinna być premia nie za zwycięstwa, ale za stosunek bramkowy w meczu.
Np, zamiast premiować za samo zwycięstwo, nieważne czy 3-0 czy tylko 1-0, premiujmy piłkarzy za zwycięstwo i stosunek bramkowy. Zamiast dawać po 5 tys premii za zwycięstwo, dajmy 3 tysiące i dodatkowo po 1 tysiąc za każdą bramkę przewagi. Nich zwycięstwa 3-0, 4-1, 5-2 będą premiowane bardziej niż 1-0, 2-1, 3-2. Analogicznie, zwycięstwa 3-0 będą premiowane bardziej niż 3-2.
Taki system sprawi, że premiowany będzie nie tylko sam fakt odniesienia zwycięstwa, ale również jego styl . Zespół będzie zachęcany zarówno do strzelania goili, jak i do tego, aby bramek nie tracić. Macie racje jeżeli myślicie, że system ten nasunął mi się po wczorajszym meczu z Koroną.
Wracając już do tematu ściśle związanego z polityką transferową, nasuwają mi się trzy wnioski:
1) Nie mamy armat - Należy się poważnie zastanowić nad tym jak to się dzieje, że bramki strzelają obrońcy i pomocnicy, a asysty zamiast pomocników notują napastnicy?
Moim zdaniem najzwyczajniej w świecie nie mamy armat. Nie mamy napastnika który potrafiłby wziąć ciężar gry na siebie i strzelić 2 bramki w każdym meczu - jak kiedyś Żurawski. Nie mamy pomocników którzy mogliby odwrócić losy meczu, szarpnąć zespól do przodu, zagrać szybko, niekonwencjonalnie, nieprzewidywanie - jak kiedyś Kosowski, Szymkowiak czy Błaszczykowski.
Brak siły ofensywnej to aktualnie według mnie najpoważniejszy problem Wisły. Problem który nie podlega żadnej dyskusji - proszę zobaczyć jak bardzo mało strzelamy bramek na mecz, kiedyś były to nawet średnio 3 bramki na mecz, teraz jakieś 3 razy mniej. Nie potrafimy wbić gola słabej Leviadii, Lechowi i innym. Takiej Polonii Bytom powinniśmy strzelić z 5 goli...
2) Za krótka ławka rezerwowych. - niestety ale kadra piłkarzy została za bardzo odchudzona. Mamy za mało zmienników, i to widać w zasadzie w każdym meczu. Na początku sezonu do gry było zdolnych tylko trzech nominalnych obrońców, a skład w sparingu z Mattersburgiem z konieczności w połowie składał się z młodzieżówki. Teraz w meczu z Legią na obronie będzie musiał zagrać... Jop, w bramce być może Cebanu, a na lewej obronie tracący mnóstwo piłek i kryjący z odległości 10 metrów Diaz. Co gorsza, taki stan rzeczy sprawia, że:
3) Nie ma konkurencji w zespole. - jak Paweł Brożek ma mieć motywację do strzelania goli, jeżeli jest pewny tego, że gdy nie strzeli ani jednej bramki w trzech kolejnych meczach to i tak zagra w czwartym spotkaniu, bo nie ma dla niego żadnej alternatywy.
Podsumowując: brakuje piłkarzy na każdą pozycję, poza prawą stroną obrony i środkiem linii pomocy. Reasumując punkt pierwszy i drugi, można dywagować ilu i jakich piłkarzy potrzebuje aktualnie Wisła. Moim zdaniem jest to liczba trzech graczy. Jednym z nich powinien być napastnik wyższej klasy niż Paweł Brożek, taki killer i asa, który będzie w stanie strzelić celnie z poza pola karnego. Taki, który wpuszczony na boisko rozniesie wszystkie zespoły Ekstraklasy, a w pucharach będzie w stanie postraszyć każdego rywala (z Realem Madryt i Barceloną włącznie).
Ostatnio edytowane przez Dzimi : 31.10.2009 o godz. 17:23.
|