|
Nehiar, masz dużo racji, jednak boję się, że obserwowany obecnie casus Polonii (ex-Groclinu) Warszawa może powtórzyć się także w innych klubach. Wojciechowski nie tylko zmienił trenera, ale uderza finansowo w piłkarzy, a ci jak źle grali, tak nadal przegrywają (i to jeszcze wyżej). Inne przykłady: ekipa Legii po porażce w Białymstoku jedzie sobie na balangę jakby nigdy nic, Lech-Amica Poznań po zwycięstwie (z pomocą Borskiego) nad naszą ekipą znowu zagrała byle jak w Gdańsku, Korona potrafi wygrać strzelając 4 bramki, a w innych meczach przegrywa tracąc nawet 5.
Na pewno brakuje wielu grajkom umiejętności, ale to chyba nie wszystko. Petrescu nazwał polskich piłkarzy leniami, i niestety - przynajmniej trochę racji miał. Opowiadał, że jego ekipa ciężko trenowała, podczas gdy balowały gwiazdy ze stolicy (skąd my to znamy?). Hard work, tak bardzo wyśmiany w Polsce, pozwolił Rumunom na zdobycie mistrzostwa i bardzo dobrą grę w LM. U nas chyba tylko kontrakty motywacyjne (mało $$$) i kontuzje (chęć powrotu do sprawności) pokażą graczom, że naprawdę warto. Jednak na chwilę obecną Wisła ma zbyt małą kadrę, w dodatku kontuzje kluczowych graczy doprowadziły do braku rywalizacji, i marazm gotowy.
Czytałem kiedyś, że David Villa, czołowy strzelec Valencii i hiszpańskiej reprezentacji, gdy miał poważną kontuzję prawej nogi, ćwiczył sprawność i celność strzału z lewej. U nas celny i silny strzał z "gorszej" nogi to rarytas, czasem nawet strzał do pustej bramki nie kończy się sukcesem. Nic więc dziwnego, że kluby sprowadzają tylu zawodników z zagranicy. Przykład Marcelo jest dla nas znamienny. Nie tylko świetny obrońca, ale też niezły strzelec (3 bramki). Gdyby tak wszyscy zawodnicy wnosili tyle dobrego do gry, a nie "ukrywali się" na boisku przez 90 minut...
|