Wiem, że to kiepskie porównanie, ale nigdy nie jest tak, żeby się wszystkie (lub prawie wszystkie) mecze wygrywało lekko i przyjemnie.
We Francji wielokrotny mistrz Lyon dostał dzisiaj cztery bramki od przedostatniej Nicei, która tym zwycięstwem poprawiła sobie pozycję w tabeli Ligue 1 o kilka miejsc. Real Madryt z czterech ostatnich meczów (LM + Primeradivision) wygrał tylko jeden. W Serie A Juventus Turyn (3. miejsce w lidze) nie wygrał od 5 kolejek, natomiast Liverpool przegrał cztery ostatnie mecze (dwa w Premiership i dwa i LM). Podobnych kłopotów znanych drużyn można uzbierać cała listę.
Nie znaczy to, że bronię słabej gry lub zaangażowania naszych graczy. Wręcz przeciwnie, Amica Wronki pod wodza Smudy zaaplikowałaby nam więcej niż jedną bramkę w bezpośrednim meczu (przy zachowaniu naszej obecnej "skuteczności"). Może i Małecki się stara, ale zbyt dużo marnuje ostatnio sytuacji "sam na sam". Paweł Brożek strzelił gola, ale... okazji miał więcej. Dlaczego Kirm gra słabo, nie mam pojęcia. A jak się popatrzy, że Kosowski mimo swoich lat pomyka w LM "napędzając" grę Cypryjczyków, to aż człowiekowi szkoda...
Skorżę może tłumaczyć dramatycznie krótka ławka rezerwowych, brak wojownika Sobola czy strzelca Boguskiego. Sam jednak nie rozumiem, czemu nie dał któremuś z młodych szansy zagrania choć z 10 ostatnich minut (gdy juz było 2:1). Przeciez dobry trener wie, że kiedy brakuje dobrych zawodników, to trzeba ich sobie wyszkolić/ wytrenować. Owszem, Wisła nie posiada szkółki typu katalońska La Masia, jednak w najbliższym meczu pucharowym aż prosi się, żeby Burliga i Leszczak zagrali trochę dłużej niż przysłowiowe 30 sekund. Jeśli nie zagrają z takimi "potęgami" jak rezerwy Bytovii, to kiedy
