Wyświetl pojedynczy post
flamengista
Piknik
 
 
Od: 03.2004
Skąd: Kraków/Bronowice

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#474
Stary 18.10.2009, 18:56
Jak na mecz na szczycie polskiej ligi było bardzo słabo. Owszem, fajnie się to oglądało, masę akcji ofensywnych ale pod względem taktycznym, ustawienia formacji i umiejętności poszczególnych zawodników wyglądało to koszmarnie.

W pierwszej połowie spotkanie wyrównane, choć powinno być co najmniej 2-2, skuteczność zatrważająca. Etatowemu skrzydłowemu reprezentacji (Peszko) i piłkarzowi aspirującemu do tego miejsca (Małecki) nie wypada marnować takich sytuacji.

Niestety, błąd sędziego Borskiego koszmarny, absolutnie dyskwalifikujący z sędziowania na poziomie ekstraklasy. Karny podręcznikowy, Mały (?) staranowany przez obrońcę, w momencie gdy wychodził na czystą pozycję. Ciężko powiedzieć, jak mecz potoczyłby się po przyznaniu karnego i ew. czerwonej kartce. Możne tylko gdybać.

W drugiej połowie Wisła zagrała dziwnie ospale, a Amika na poziomie z pierwszej połowy. Wykorzystała jedną z wielu szans i zasłużenie (pomijając kwestię karnego) wygrała.

Jeśli chodzi o naszą taktykę, mam jednak zastrzeżenia do Skorży. Zamiast zagrać agresywnym pressingiem, ale gęsto zestawionymi formacjami i z nastawieniem na kontry, zagraliśmy utraofensywnie, po husarsku. To była woda na młyn dla Amiki, która potrzebuje miejsca na boisku by grać swoje.

Trzeba było zagrać bardziej kunktatorsko, przeczekać pierwsze 30 minut wytrącając przeciwnika z rytmu i dopiero wtedy ruszyć.

Dobre zawody zagrał Mariusz Pawełek - warto o tym wspomnieć, bo może pochwały wpłyną pozytywnie na naszego bramkarza. Również Cebanu który wszedł w drugiej połowie był przyzwoity.

Bardzo słabo - po raz kolejny z Amiką - zagrał Junior Diaz. Ale na Miły Bóg - przecież to było do przewidzenia! W zeszłym sezonie tez przystąpił niemal z marszu do meczu i grał fatalnie. Organizmu się nie oszuka. Ja po podróży samolotem z Brazylii miałem jetlaga przez 2 dni, a tu mówimy o zawodowym piłkarzu który ma zagrać na pełnych obrotach przez 90 minut.

Należało dać szansę Cantoro, bo ten choć normalnie słabszy niż Diaz nie miał problemu z aklimatyzacją.

Brożek nadal bez formy, co widać było jak na dłoni. Nie radził sobie z Bosackim, który bardzo często go ogrywał. Dwa zgrania piłki do Małego to trochę za mało, gdy mówimy o najlepszym napastniku w lidze.

Ja z tej porażki tragedii bym nie robił. Przewagę nad Legią i Amiką nadal mamy sporą, wszystko zależy od nas. Może taki zimny kubeł wody był potrzebny, teraz trzeba się wziąć w garść i znowu wygrywać.
Ostatnio edytowane przez flamengista : 18.10.2009 o godz. 18:59.
Uma vez Flamengo, sempre Flamengo
Odpowiedz cytując