Arked napisał(a):

|
Zbieramy plon umiejętności ofensywnych naszych graczy. Nasza skuteczność z przodu jest żałosna i w prawdziwych meczach (czytaj: puchary, mecze z czołówką) to za mało. Potrzebujemy lepszych graczy z przodu inaczej nic w naszej grze ofensywnej się nie zmieni. Ale to wiemy od dobrych kilku lat.
|
To prawda. Dziś na tle Lecha dobrze było widać faktyczną słabość ofensywy Wisły.
Lech po raz pierwszy grał w takim zestawieniu w tyłach, momentami popełniał koszmarne błędy w defensywie, a mimo to nie stracił gola.
Brożek nie oddał ani jednego groźnego strzału, Małecki tylko pudłował, Ćwielonga jak zwykle przerosła sytuacja sam na sam w pierwszej połowie, Kirm mnie cholernie zdenerwował dużą aberracją w grze - jego postawa w meczach Słowenii, a meczach Wisły to przepaść.
Wyjątkowo mocno wkurzył mnie też dziś Łobodziński, ktory przez całe dwadzieścia minut nie miał chyba ani jednego udanego zagrania! Wszedł ze świeżymi siłami, a ruszał sie, jakby przez dwa tygodnie rozładowywał ręcznie kilkadziesiąt wagonów z węglem. To już są jakieś jaja.
Marcelo musiał w końcówce iść do ataku, bo w ogóle nie było rozgrywania piłki - Jirsak pokazał, że na razie Wisła to nadal dla niego za wysokie progi, Diaz jedynie zwalniał akcje. Nie było konstrukcji akcji, drugiej linii - nie było podań. Małecki dodatkowo momentami był tak rozkojarzony, jakby wczoraj długo imprezował i jeszcze nie wrócił do rzeczywistości...
Losy mistrzostwa wcale nie są jeszcze przesądzone, a "poziom europejski" nadal jest od nas bardzo, bardzo daleko.