|
Powiem szczerze, że poziom polskiej ligi może doprowadzić postronnego kibica do depresji.
Prowadzi nasza Wisła, która w 9 meczach zgromadziła 25 punktów. I to jest jedyny kandydat do MP, który gra na w miarę normalnym poziomie. Ale pamiętajmy, że dostaliśmy w d. od mistrza Estonii, więc postawa w lidze to niewielka pociecha.
Tym bardziej, że po 1/3 sezonu w tabeli gonią nas jedynie Ruch Chorzów i Polonia Bytom - kluby, które organizacyjnie i sportowo nie stać na walkę o MP. Owszem, należy pochwalić ambicję chłopaków i pracę trenerów, ale oni nie mają kadry na to, by do końca sezonu grać na takim poziomie i dalej zgarniać punkty. Posypią się kartki, kontuzje no i przyjdzie dół formy. Docelowo mogą być w pierwszej piątce, ale na pewno nie na 1 miejscu...
Natomiast nasi dwaj główni rywale - mizeria. Amika gra z nami o życie, czyli podtrzymanie już i tak niemal iluzorycznych szans na mistrzostwo. Straszyć nas będą jednym zdrowym napastnikiem, bo więcej nie mają.
Tymczasem Legia, korzystając z tego że dwóch głównych rywali spotyka się w bezpośrednim starciu powinna spokojnie wywieźć z Gliwic 3 punkty. Wywozi 1 punkcik, dzięki błyskotliwemu Iwańskiemu. Temu samemu, który w meczu reprezentacji z Czechami był najsłabszy na boisku. Miałem lepsze mniemanie o Legii, nawet mimo tego że trenuje ją Urban.
Wygląda na to, że nikomu poza Wisłą na mistrzostwie nie zależy, albo są zwyczajnie za słabi. A pamiętajmy, że Wisła gra cały sezon na wyjeździe.
Już nawet nie o poziom ligi chodzi, a o zwykłe emocje. Po poprzednim sezonie, gdzie jednak sporo się działo mamy sezon po prostu nudny. Niby fajnie, że Wisła ma sporą przewagę. Ale jak tak dalej pójdzie, to zapewnimy sobie MP na 8 kolejek przed końcem sezonu. I oczywiście zagramy piknikowo do końca, co przełoży się na kolejną wpadkę w europejskich pucharach.
Uma vez Flamengo, sempre Flamengo
|