1q2 napisał(a):

Brniesz ale po kolei.Jak to nieważna treść i fabuła?Przecież w tym filmie i treść i fabuła są jasne.Typowa historia 'rape and revange', osadzona w czasach 2 w światowej.Z jednej strony bękarty, z drugiej francuska żydówka, którzy przypadkowo spotykają się w jednym miejscu z tą samą chęcią - chęcią zemsty.
I gdybyś napisał - historia jest nudna, aktorstwo do dupy itp - to to są argumenty.Ty natomiast czepiłeś się płaszcza, języków - oskarżając film nie że jest do dupy ale że nie odpowiada prawdzie historycznej, co jest obiektywnie rzecz biorąc - argumentem kompletnie nie trafionym.O takie detale można się czepiać ale w filmach typu Valkiria czy Upadek, które aspirują do kina historycznego a nie do bekartów.
Równie dobrze można zjechać Pulp Fiction, że to chujowy film o mafii - tyle że jak PF nie jest filmem o mafii, Kill Bill także nie jest filmem o mordercach na zlecenie czy jakuzie, tak Bękarty nie są głosem w sprawie 2 wojny światowej.
A tak na marginesie także polecam film opisywany przez Urana235, czyli 9 dystrykt.W zasadzie zgadzam się we wszystkim co napisałeś - film trochę siada w połowie ale i tak oryginalności nie można mu odmówić - Kawał świeżego kina.Żałuje że nie poszedłem do kina na niego ,jeno ripa na kompie oglądnąłem ,bo na prawdę warto.Choć oczywiście ta historię trzeba traktować z przymrużeniem oka.
Kilka słów o filmie Cloverfield - nie wiem czy był tu opisywany - w skrócie historia bardzo podobna do Reca ,gdzie całe zagrożenie jest innej postaci niż w tym hiszpańskim hiciorze - nie chcę nic pisać więcej by nie psuć zabawy a mimo całej wtórności ,mi się ten film dobrze ogladało.Czyli pozycja aż i tylko - do oglądnięcia.
|
Ale aktorstwo nie jest do dupy. Rola SSmana jest zagrana swietnie. Ogladając to czujesz, że gdy facet w mundurze zbawia sie w oprawce to w jego głowie gra muzyka i pachna kwiatki

Rola Brada Pitta , który gra typowego amerykanskiego ignoranta , takze jest świetna.Dlatego takich argumentów nie przytocze.
Ale z tego filmu bije amerykanskie, komiksowe podejscie do tematu , ktore przez was jest odbierane jako zabawa ale przez matołow po drugiej stronie Atlantyku jako najprawdziwsza prawda. Byc może za dlugo tam zylem i dlatego marudze. Pupl fiction nie moze byc okreslone filmem oo czyms konkretnym(jak tytuł zreszta wskazuje), ale tam z ostatnia scena nagle sie rozpal światełko w tunelu i pozostaje miłe wspomnienie po filmie. A po Bekartach nie. NIE CZEPIAMSIE TARNTINO, bo jak napisalem PF czy Kill Bill byly naprawde dobre. Ale "Bekarty wojny "mnie mierzwią i tego będę się trzymal.
PS. Wpis o tym filmie z mojej strony po raz ostatni.