|
Tym razem trochę mniej kontrowersyjnie. Dzisiaj na ekrany polskich kin wszedł( nareszcie - premiera w "zachodnich" kinach miała miejsce 2 miesiące temu) "Dystrykt 9". Film okrzyknięty najlepszą produkcją science fiction ostatnich lat. Po seansie stwierdzam, że jest to na pewno film dobry, godny polecenia dla fanów sci-fi. Jestem skłonny również stwierdzić, że faktycznie jest to najlepszy film z tego gatunku nakręcony na przestrzeni kilku ostatnich lat, być może nawet całej dekady. Tylko przyzwoitość karze zastrzec od razu jedną rzecz- w ostatnich latach było naprawdę niewiele filmów science-fiction, na które warto było zwrócić uwagę. Wracając do samego filmu. Wyróżnia go przede wszystkim oryginalny pomysł- na Ziemię przybywa statek kosmiczny i zatrzymuje się koło Johanesburga. I nic. W końcu ludzie decydują się wedrzeć na pokład i odkrywają miliony kosmitów na skraju śmierci głodowej. Kosmici są zdezorganizowani, nie potrafią nawiązać porozumienia z ludźmi, jednocześnie organizacje międzynarodowe naciskają by pomóc przybyszom. Koniec końców wszyscy kosmici zostają przetransportowani ze statku na ziemię i osiedlają się koło Johanesburga. Jednakże nadal w żaden sposób nawet nie próbują nawiązać nici porozumienia, ludzie się ich boją i w mieście narastją konflikty na tle nazwijmy to "gatunkowym". Z czasem osiedle kosmitów przeradza się w slumsy i zostaje odizolowane od reszty społeczeństwa. Jednak i taka bariera nie zadowala ludzi, dlatego władze planują przenieść obozowisko kosmitów w dzicz, z dala od ludzi. W tym momencie poznajemy głównego bohatera filmu- pracownika korporacji MUN zajmującej się sprawami kosmitów na Ziemi. Wikus( tak nazywa się główny bohater) dostaje awans i staje się odpowiedzialny za przeprowadzenie operacji przeniesienia kosmitów. Żeby wszystko było legalne najpierw trzeba przybyszom dostarczyć najazy eksmisji. Tak wygląda zawiązanie akcji filmu- muszę przyznać, że dosyć oryginalne, do tego ta częśc filmu przedstawiona jest w formie filmu dokumantalnego i dostarcza bardzo dużo szczegółów na temat życia kosmitów w slumsach- ta część na duży plus. Do tego sam Wikus jest oryginalną postacią- chuderlawy urzędas, z wyglądu i zachowania budzący raczej antypatię. Oczywiście przechodzi pewną przemianę duchową w trakcie filmu, i niestety w pewnym momencie dzieje się to nieco deus ex machina, ale co ważne do samego końca nie staje się on kryształowym bohaterem sypiącym głupimi komentarzami i siejącym totalną rozpierduchę. Cały czas pozostaje zwykłym urzędasem, którego los rzucił w bardzo nietypowe okoliczności. Z antypatycznego, denerwującego kolesia przemienia się w przyzwoitego gościa, ale w żadnym wypadku nie herosa. Dalszej fabuły nie będę zdradzał, chociaż przyznam, że w środku film trochę obniża loty pod tym względem, zaczyna przypominać sztampowe produkcje z hollywoodu. Na szczęście sama końcówka znowu jest ciekawa. Co ważne- film bardzo dobrze równoważy narrację z akcją, także zadowoleni będą i ci, którzy lubią wybuchy i ci, którzy lubią ciekawą, dobrze opowiedzianą historię. Na pewno nie jest to film, na który ktoś chciałby zabrać swoje pociechy i raczej nie jest to produkcja na romantyczny wieczór. Film jest bardzo surowo wykonany- praktycznie brak jakichkolwiek scen komicznych, mało muzyki i jest ona raczej niezauważalna, do tego sporo sugestywnie zaprezentowanej przemocy, której nie powstydziłby się niejeden horror. Kawał dobrego kina sci-fi- jazda obowiązkowa dla fanów gatunku, dla innych bardzo solidna propozycja warta rozważenia, ale jednocześnie moim zdaniem autorom w pewnym momencie troszeczkę zabrakło pomysłu i to czyni film "tylko" bardzo dobrym, a nie wybitnym.
Ostatnio edytowane przez Uran235 : 09.10.2009 o godz. 18:27.
|