Szanowni bracia po szalu
O tegorocznych wakacjach mało już kto pamięta, uczniowie wrócili do szkół, studenci na uczelnie, za oknem szaro. Mamy październik i trzeba się jakoś zmotywować na nadchodzące miesiące ciężkiej i mozolnej pracy. Mało jest lepszych motywatorów niż snucie planów na najbliższy sezon urlopowy. Tym razem nie letni a zimowy - konkretnie świąteczno-noworoczny. Czasu niby dużo ale nie dla tych którzy chcą wyjechać w tym okresie na kilka dni w ciekawe miejsce i za rozsądne pieniądze ( wiadomo tak najlepiej

)
Do rzeczy. Do końca roku pozostało nam 85 dni co daje 2040 godzin czyli 122400 min ew 7344000 sec.

. Dobra miało być do rzeczy...
Jakie plany na przywitanie 2010 roku ? Z rozmachem w jakimś mieście lub przepełnionym kurorcie turystycznym czy też może mała chatka na końcu świata ? Piszmy o wszystkim. Zarówno o ciekawym wyjeździe pod Kraków, w góry na mazury jak również na piaszczyste hawajskie plaże. Wymieniajmy się spostrzeżeniami, uwagami może nawet adresami sprawdzonych miejsc. Pomagajmy se ... tzn sobie
=====
Dla rozruszania towarzystwa zacznę o swoich planach.
Warianty są trzy
1. Narty w Polsce lub na Słowacji z połączeniem ciepłych źródeł i zimnego piwa (lub grzanego wg. uznania). Zakwaterować się raczej gdzieś na uboczu.
2. Jakieś Europejskie miasto i głośna zabawa w wielotysięcznym tłumie. Wcześnie zwiedzić coś koniecznie.
3. Skandynawia czyli coś na co decyduje się niewielu (poza emigracją zarobkową) niezależnie od pory roku. Sprawdzałem przykładowe ceny biletów lotniczych i np z Katowic do Oslo można spokojnie przelecieć za ok 250 zł w dwie strony. Lot do Sztokholmu trochę droższy. Teraz pytanie do was "czy warto ?" nie ukrywam obawiam się, że wariant najmniej realny.