Gordian napisał(a):

tia.. typowe. Jak ktoś ma własne zdanie, to czym prędzej należy go zmieszać z błotem. Ah ta szydera....
Ale do rzeczy. To że jesteś maniakiem Tarantino, to nie znaczy że wszyscy są. Tak jak napisałem, żeby się jego filmy podobały to trzeba nadawać na tych samych faklach co on. Dla mnie i zapewne dla wielu innych ludzi jego filmy są (w większości) kiczowate (vide Kill Bill), miejscami wręcz śmieszne (vide Grindhouse), żeby nie powiedzieć że głupie. Po prostu takie przeciętne. Ktoś tutaj wspomniał o Pulp Fiction. Kompletnie mi z głowy ten film wyleciał w kontekście Tarantino. Film rzeczywiście bardzo dobry, ale to raczej wyjątek potwierdzający regułe jego kiczowatych filmów. Tyle na ten.
"Obstawiam Green Street Hooligans.... "
Nie trafiłeś. Nie oglądałem tego filmu i nie mam zamiaru. Ogólnie rozwiń swoją myśl. Czemu uważasz, że mógłby mi się podobać ten film?
Co do reżyserów których uważam za dobrych nie będę się wypowiadał bo już to kiedyś w tym temacie zrobiłem i nie będę się powtarzał. Chcesz to poszukaj. Dobre filmy? Hmm, takie które są inne od oklepanych, amerykańskich standardów, takie które mają jakąś fabułę (a nie tylko dobre dialogi i grę aktorską). Przykłady takich filmów (z ostatnich miesięcy w których je oglądałem), a które uważam za dobre: "Pozwól mi wejść", "Labirynt Fauna", "Upadek".
Argument z Cannes, śmieszny
|
Gdzie ja Cię mieszam z błotem?
Ty nazywasz Tarantino "przeciętniakiem", a więc stawiasz go na równi z takimi Adamikami, Zatorskimi itp. patrząc na polskie podwórko. Może Ci się jego film nie podobać, ale nazwanie go przeciętnym jest śmieszne. W jego filmach nie ma nieprzemyślanych scen, wszystko ma jakiś sens, wszystko do czegoś nawiązuje itp. tylko to trzeba umieć wychwycić. Fakt styl Tarantino trzeba lubić. Trzeba wiedzieć, że on się filmem bawi. Ja osobiście w d... mam filmy, które mnie dołują. Pokazując jakie to życie jest straszne. Mam to codziennie. Do kina idę się rozerwać. I Tarantino mi tą rozrywkę zapewnia. Bawi się stylami, bawi się kiczem, kpi z krytyków, którzy szukają w jego filmach wielkich przesłań.
To nie jest film historyczny i właśnie dla wszelkich impertynentów historycznych Tarantino wepchnął jedną z ostatnich scen (w kinie)... Tylko debil po zobaczeniu tej sceny mógłby go wziąc za historyczny...
Scena miłosna z końca filmu, jedna z lepszych w historii kina.
Sposób w jaki poprowadził Pitta, że ten wreszcie pokazał że potrafi grać.
Dialogi. Sposób wykreowania postaci.
Dlaczego obstawiałem GSH?
Bo odbiega od standardów, bo ma głębokie przesłanie, niezłych aktorów, niezłe zdjęcia itp.
Czego chcieć więcej?
Nie, nie jestem fanem jatki, lejącej się hektolitrami krwi itp. To co uwielbiam w Tarantino to kipiący z jego filmów, jego własny styl, zabawa każdym ujęciem, dopracowanie każdej sceny do majstersztyku.
To jak drwi z wszystkich pojmujących kino tak strasznie poważnie (vide "Hitler nie nosił płaszcza" - myślisz że ile Q.T. zajęłoby dowiedzenie się o tym, że Hitler nie nosił białego płaszcza? Myślisz że o tym nie wiedział? A może to błąd scenografa? Nie, ten płaszcz spełnia swój cel w tym filmie.)