Prawda jest taka, że chciejstwo wywołane porażką z Levadią się już skończyło. Nasi grajkowie uznali, że tematu wtopy z Estończykami już nie ma i zapanował ponownie minimalizm.
Dla mnie mecz wczorajszy i tak nie ma żadnego znaczenia - podobnie jak już i tak niemożliwy rekord w postaci samych zwycięstw do końca sezonu. Jedyną szansą na rehabilitację jest awans do europejskich pucharów w roku przyszłym - albo do fazy grupowej PUEFA, albo do LM (tu trzeba cudu).
Co do Amiki i Legii - byłem pewien, że w tej kolejce zdobędą 3 punkty więc dla mnie żadnej niespodzianki nie ma. Jednak wydaje mi się, że oba zespoły jeszcze z kryzysu nie wyszły, a Wisła właśnie w kryzysik (może i kryzys) wpada.
Czyli garbaty ściga się ze ślepym i kulawym. Ot, urok naszej ligi
