Rzadko się wypowiadam o naszych piłkarzach, ale po ostatnim pomeczowym wywiadzie Łobodzińskiego, postanowiłem przerwać tę swoją zasadę. Do tej pory Wojtek wydawał mi się takim troszkę zagubionym człowiekiem w wielkim klubie i mieście a tutaj on sam wyprowadził mnie nagle z błędu, bezkrytyczną oceną swojej gry w Wiśle, uświadamiając mi, że jednak nie jest on zagubionym człowiekiem, szukającym swojego miejsca w Wiśle, lecz raczej błędem transferowym Wisły, od początku świadomym swoich braków. Miałem dotąd nadzieje, że on zdaje sobie sprawę z ogromnego zawodu, jaki sprawia Wiśle a on wręcz odwrotnie, jest z siebie bardzo zadowolony i nie rozumie oraz nie przyjmuje uwag pod swoim adresem. Nie wiem kto lub co w klubie, w tym przeświadczeniu go utrzymuje, no ale nic innego chyba, jak gwarantowane w każdym meczu wejściówki i pełne premie końcowe.
Nasuwa mi się w związku z tym pytanie, jakim cudem, ktoś nie potrafiący - kopnąć piłki prosto i mocno, oddać celnego strzału lub podania z główki, biegać szybko i na równi z innymi - innymi słowy nie potrafiący prawie nic i nie dający Wiśle prawie nic lub przynajmniej adekwatnie do kasowanych grubych pieniędzy, może nadal grać w Wiśle Kraków ? Ja porównuje go do nieporozumienia typu Kaczorowski w Wiśle, z tym, że wtedy szybko naprawiono to nieporozumienie a Wojtek przeczołgał się już u nas ponad dwa lata i nadal trwa w swojej niemocy ? W każdym klubie zdarzają się błędy transferowe ale są one natychmiast usuwane a ja jestem ciekawy, ile jeszcze będziemy czekać na objawienie stabilnej formy a nie jednego udanego meczu w każdym roku, tego 27 latka ? Do kolejnej Levadii ?
Powoływanie Wojtka do kadry przez Leo, pozostanie już na zawsze tajemnicą Holendra i w sumie nie zależy od Wisły, a zwłaszcza od tego jak Wojtek w niej gra lub czy w ogóle gra, czy też nie.
Ps. wielki szacunek dla naszego kapitana Arka Głowackiego, za jego zaangażowanie i od dawna dobrą grę. Jak zobaczyłem z nim wywiad w canal +, jeszcze z przed wczorajszej, n-tej kontuzji głowy, to miałem wrażenie, że Arek wygląda jakby przeszedł kilkanaście operacji plastycznych twarzy, bo tyle ma widocznych szram po szyciach skóry a ile nie widocznych pod włosami głowy, to nikt już chyba nie policzy. Życzę mu jak najmniej kontuzji w przyszłości, bo niedługo może przypominać z wyglądu Frankensztaina ( oczywiście wyłącznie pod względem ilość szwów)

. Jeszcze raz szacunek .