Cytat:
W najbliższą sobotę napastnik Jagiellonii Białystok, Tomasz Frankowski znów zagra przeciwko Wiśle Kraków. - Nastawiamy się raczej na niestracenie bramki niż na zdobycie w tym meczu goli. Jeżeli uda mi się trafić ucieszę się, ale będzie to wewnętrzna radość, której nie okażę kibicom – powiedział „Łowca Bramek” w rozmowie z „Wirtualną Polską”.
Po czterech kolejkach odrobiliście dziesięć ujemnych punktów i opuściliście strefę spadkową. Spodziewał się pan tak znakomitego startu Jagiellonii w obecnym sezonie?
- Każdy sportowiec musi wierzyć w to, co robi. My wierzyliśmy, że w każdym spotkaniu zdobędziemy trzy punkty. Na dwanaście możliwych zdobyliśmy dziesięć, ale rzeczywiście – mamy olbrzymią satysfakcję z tego, że punkty ujemne są już za nami.
Czy zgodzi się pan z opinią, że to właśnie dzięki dziesięciu ujemnym punktom cały zespół poczuł nóż na gardle i zaczął walczyć na sto procent swoich możliwości?
- Wolałbym, żeby to nie była prawda i chciałbym, żeby wciąż drużyna zaskakiwała przeciwnika dobrą grą. Chciałbym, żebyśmy punkty zdobywali z taką samą częstotliwością, jak na początku sezonu.
W obecnym sezonie zdobył pan już dwie bramki i zaliczył asystę. Kibice Jagiellonii wierzą, że jest pan w stanie zdobyć po raz czwarty - tytuł króla strzelców Ekstraklasy.
- Przy średniej dwóch bramek na cztery mecze nie wydaje mi się to realne.
Pana szanse może zwiększyć ewentualne odejście Pawła Brożka z polskiej ligi.
- Nie tylko Paweł Brożek jest konkurentem. Są jeszcze inni napastnicy, którzy również będą punktowali. Ja jednak nie skupiam się na indywidualnych osiągnięciach, tylko na drużynowych, a celem Jagiellonii jest tylko i wyłącznie utrzymanie się w lidze.
W ostatnich dwóch meczach wyróżnił się Niemiec Marco Reich, który ma na koncie gola i asystę przy pana golu w meczu z Koroną. Jak ocenia pan umiejętności niemieckiego piłkarza?
- Oglądając jego grę widać, że był niezłym piłkarzem. Na szczęście przekłada to się także na grę w Jagiellonii. Były opinie, że mu się nie będzie chciało, że prowadzi hulaszczy tryb życia. Na razie nie możemy nic powiedzieć na temat jego zabaw poza boiskiem, a na boisku jest dobrym piłkarzem.
Po tym, jak wrócił pan do Polski, trener Maciej Skorża namawiał pana na powrót do Wisły, jednak na przeszkodzie stanął dyrektor sportowy Jacek Bednarz. Jak wyglądały wasze rozmowy w sprawie kontraktu?
- Wie pan, nie ma już do czego wracać. To było dawno i ponoć nieprawda, bo ostatnio uciąłem sobie pogawędkę z dyrektorem, który zaprzeczył, jakoby to on był niechętny mojemu powrotowi na Reymonta. Temat był, ale upadł i jestem tu, gdzie jestem.
Dwa tygodnie temu w jednym z wywiadów powiedział pan, że dwukrotnie próbował się umówić na rozmowę z Jackiem Bednarzem i dwukrotnie pocałował pan klamkę, przez co poczuł się zlekceważony. Rozumiem, że w tym momencie sprawa jest już wyjaśniona i nie ma pan pretensji do działacza Wisły?
- Przyznam szczerze, kończąc wątek, że w końcu się spotkałem z Bednarzem, ale o braku porozumienia zadecydowały inne kwestie. Rzeczywiście, dwukrotnie nasze spotkania nie doszły do skutku, ale był to tylko zalążek rozmów w sprawie kontraktu.
W następnej kolejce zagracie z Wisłą w Sosnowcu. Jeżeli strzeli pan Wiśle gola, jak się pan zachowa? Czy będzie pan starał się ukryć swoją radość z bramki ze względu na szacunek dla swojego dawnego klubu?
- Powiem krótko: będzie to wewnętrzna radość, której nie okażę. Znam jednak potencjał defensywy Wisły, która na ten moment w sezonie nie popełniła błędu - bo trudno nazwać błędem defensywy strzał z 35 metrów lubińskiego piłkarza – i nastawiamy się raczej na niestracenie bramki niż na zdobycie w tym meczu goli.
Za półtora roku wygasa panu kontrakt z Jagiellonią. Będzie pan miał wtedy 36,5 roku. Czy już teraz zastanawia się pan, co będzie dalej? Jak długo chciałby pan grać w piłkę?
- W sobotę czeka mnie najbliższe spotkanie z Wisłą i tylko na tym się koncentruję. Spokojnie, małymi kroczkami dobrnę pewnie do piłkarskiej emerytury. Na razie raduje mnie gra, mamy sierpień 2009 roku, więc nie myślę jeszcze o tym, co będzie za półtora roku. Nie wiem, czy będę wtedy piłkarzem Jagiellonii, ale przecież pan również może wtedy pracować u konkurencji.
|
za: Wirtualna Polska
|