Wyświetl pojedynczy post
FraMat
Senior Member
 
 
Od: 03.2003

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#228
Stary 22.08.2009, 15:20
Czytam te wszystkie opinie o meczu w Gdyni i muszę przede wszystkim na jedną rzecz zwrócić uwagę: nie może być tak, żeby jedna z najsłabszych drużyn ligi przez prawie całą pierwszą połowę miażdżyła Wisłę pressingiem i podwajaniem krycia.
Nie zgadzam się z opiniami wyrażonymi przez co poniektórych na forum, jakoby się kibicom w d… poprzewracało, bo przecież są trzy punkty, a to najważniejsze. To w istocie ważne. Wisła wydarła to zwycięstwo na terenie, na którym zawsze trudno się nam grało, gdy tymczasem w konfrontacji z takim przeciwnikiem Wisła dzisiaj powinna wygrywać wysoko sama miażdżąc rywala wysokim pressingiem i podwajaniem, wysokim odbiorem i szybkim rozegraniem po to, żeby podnosząc nieustannie umiejętności piłkarskie i taktyczne dawać nadzieję, na jakiekolwiek zwycięstwa w Europie z przeciwnikami wyżej notowanymi niż Arka czy Levadia.

Okazuje się, że grac efektownie można ze słabiutkim Zagłębiem, ale już nie z jakimkolwiek zespołem, który rzuca na szalę wszystkie swoje siły realizując założenia przedmeczowe nakazujące bezpardonową walkę o każdy centymetr boiska, nie pozwalanie na swobodne rozgrywanie piłki przez Wisłę, odcinanie linii ataku od piłki, przeszkadzanie w rozpoczynaniu ataku poprzez podwajanie, a nawet potrajanie krycia i szybkie doskakiwanie do zawodnika będącego w posiadaniu piłki, przez co nie daje mu się ani chwili na przemyślenie podania, tym bardziej, że koledzy nie wychodzą na pozycje, co Arka wczoraj bardzo dobrze realizowała.

Do tego dochodziła wczoraj w wykonaniu Wisły niesamowita więc pasywność w przyjęciu piłki: zawodnik Wisły czekał stojąc w miejscu na to, aż piłka do niego się dotoczy, podczas gdy piłkarze Arki aktywnie startowali do każdego wiślackiego podania, przerzutu czy centry w wyniku czego większość takich podań padała ich łupem.

Słabsza niż zwykle dyspozycja Sobola, który zazwyczaj dzieli i rządzi w strefie odbioru, oraz wykonywanie przez Diaza tylko zadań defensywnych (to, ze Diaz wczoraj zagrał tak słabo było efektem założeń przedmeczowych – on miał przytrzymywać piłkę w środku, by potem oddać ją w dogodnej sytuacji na skrzydło czy do rozgrywania przez środek, co w połączeniu za agresją gdynian doprowadzało do niemal samych strat gdy Junior miał piłkę) doprowadziło do tego, że nie mieliśmy wczoraj praktycznie środka pola, a Arka z tego właśnie środka wyprowadzała szybkie ataki i momentami nas gniotła.

Pierwsza połowa już wskazywała na konieczność wymiany Łobodzińskiego, który jest zbyt miękki na tak agresywnego przeciwnika, a że nie miał szczęścia z meczu z Lechią to i niewiele pokazał. Liczyłem na to, że już po dwudziestu minutach Łobo zostanie zmieniony przez Ćwielonga, choćby przez to, żeby większa siła i szybkość Ćwielonga wprowadziła jakąś równowagę wobec agresji gdynian, której Łobo zwyczajnie nie podołał.
Jak wielu poprzedników nie widzę w Jirsaku lekarstwa na tak agresywnie grającego rywala, natomiast Cantoro, mimo szczerej sympatii jaką darzę tego piłkarza, i świadomości, że w takiej sytuacji bije Tomasza na głowę, jest już zawodnikiem na co najwyżej jedną połowę. Podsumowując: oddaliśmy niemal całkowicie środek pola, co nie tyle było wynikiem jakiegoś minimalizmu, ale słabszej dyspozycji dnia Sobola , oraz wyjątkowo dobremu czytaniu gry naszego środka przez gdyńskich pomocników.

Mógłbym powtórzyć: nieważne, z takim rywalem trzeba sobie radzić i Wisła może sobie radzić, bo jedna czy druga bramka zdobyta na początku meczu (nieudany lob Brożka, brak zdecydowania w polu karnym Łobodzińskiego) ustawiłaby zupełnie inaczej cały mecz i oszczędziłaby nam połowy niepotrzebnie straconych nerwów. Cały więc czas brakuje nam średniego europejskiego napastnika, który wiele przestrzelonych przez wiślaków sytuacji wykorzystałby z zamkniętymi oczami. Podejrzewam, że tacy grają na Bałkanach i mogą z powodzeniem zastąpić żegnającego się z klubem Brożka, któremu w ostatnich meczach brakuje zadziorności i agresji oraz ciągu na bramkę charakterystycznych dla markowego strzelca.

I na koniec uwaga odnośnie do Małeckiego. Niewątpliwie to on wprowadza w grę Wisły tą zadziorność, choć gra często zbyt egoistycznie ze szkodą dla całej drużyny. Pozostaje mieć nadzieje, że podniesie swoje umiejętności na tyle, by być jeszcze bardziej przydatnym w grze zespołowej. Nasze nowe nabytki: Kirm i Alvarez okazują się być sukcesem transferowym. Zastanawiam się czy Kirm nie mógłby występować w ataku po odejściu Pawła, lub obok niego jeśli ten nie odejdzie? Natomiast Alvarez to klasa sama w sobie. Prawa strona istniała nie tyle dzięki Łobo, co dzięki temu obrońcy.
PS.
Nie będę znęcał się nad Pawełkiem – zagrał poprawnie, miał kilka udanych interwencji...
To tylko moje zdanie, z którym nikt nie musi się zgadzać

...nie będę wchodził w dalsze dyskusje z idiotą....


Odpowiedz cytując