Odbiegnę od tematu. Będąc na koncercie Madonny w minioną sobotę absolutnie się załamałem. Owszem - dojazd NA koncert był umiarkowanie łatwy i szybki. Owszem, to, co macie zajebiste - metro, pozwala na niezwykle szybki przejazd z punktu A do punktu B. Jednak... ogólna organizacja dojazdu z koncertu, zero oznakowania, niewiele wiedzący strażnicy miejscy i policjanci, fatalnie działająca ochrona, po prostu makabra. Zrobienie jednego wejścia na plac, gdzie miało znaleźć się 80 tysięcy ludzi to już kompletne przegięcie pyty... Byłem zażenowany patrząc na frustrację obcokrajowców, którzy przyjechali do naszego kraju na ten bądź co bądź fantastyczny koncert. Ludzie ostro ****ili na ochroniarzy, aż sam byłem w szoku. Co do organizacji powrotu - gdyby nie fakt, że waląc śmiało naprzód, przypadkiem natrafiłem na wyjeżdżający z jednego ze skrzyżowań autobus dowożący do metra, to zapewne miałbym nocowanie w środku Warszawy, której kompletnie nie znam, albo łażenie do nie wiadomo której godziny po jednych z bardziej syfiastych dzielnic owego miasta... Aż w końcu zaszedłbym na Bielany... Dodatkowo te autobusy - kompletnie zatłoczone, ledwo jeżdżące... dramat!!! Koncert skończył się o 23.20, wyszedłem poza teren Bemowa około 23.50, a na Bielanach, które są oddalone o 15 minut autobusem znalazłem się o 1.40........ przecież to kompletny śmiech i żenada. Utwierdziłem się w przekonaniu, że nie dorośliśmy do takich wydarzeń, chociaż wbrew pozorom, z tego co wiem, Chorzów jakoś bez problemów uporał się z niewiele mniejszą publiką, która przyjechała na U2.
I tu szanowny Warszawiaku nie chodzi o zawiść czy próbę dokopania Warszawce. Tu chodzi o najzwyklejszą prawdę, którą potwierdzi 90% ludzi będących na koncercie.
Przyznam szczerze, że byłem na meczach na Śląskim już kilkukrotnie i owszem - ogrom samochodów, korki i tym podobne są nie do obejścia, ale wejście na mecz i jako taki, w miarę szybki powrót z niego nie stanowiły żadnych problemów, pomimo, że na każdym z meczów na których byłem na trybunach znajdowało się średnio 45 tys. ludzi, a jak wiemy Chorzów przy Warszawie to malutkie miasteczko.
W żadnym razie nie oczekuję Stadionu Narodowego w innym mieście. Nawet tego nie chcę. Zresztą nawet to , że nie ma EURO w Krakowie przy całej kompromitacji władz miasta, jest mimo wszystko dobrem dla samych mieszkańców Krakowa. Dlaczego? No choćby dlatego, że unikniemy ogromu zapijaczonych kibiców, rozpierdalających nasze PIĘKNE miasto. Niech więc Narodowca budują w Warszawie. Jednak jestem pewien, że węzły komunikacyjne zawsze działać będą tam źle.