Adasss napisał(a):

|
Markus: wybacz, ale Twoje opowieści to równie "słodkie pitolenie" jak to Lemura. Albo jak imć Tuskowe o "budowaniu drugiej Irlandii". Bo oprócz opowiadań o potrzebie uczenia się od Cypryjczyków nie przeczytałem bodaj słowa o tym na czym ten model cypryjski polega. Jak konstruowany jest budżet cypryjskich klubów. Jakie są źródła dochodów i wydatki. I wreszcie w jakich warunkach działają. Nic. Ani pół słowa. A bez tego dalsza dyskusja o próbie powielania tego modelu jest przelewaniem z próżnego w puste.
|
Adamie, nie jestem wybitnym specjalistą od klubów cypryjskich. Nie pretenduje do miana wszechwiedzącego. Nie ja wywołałem ich temat, mówię o nich jako o przykładzie na rozwój w ostatnich latach, którym niewątpliwie są. Jako fragment większej całości – fragment „know-how”. Jeśli zależy Ci na szczegółach, był kiedyś na ten temat fajny artykuł i analiza w „La Gazetta dello Sport” – jeśli uda mi się go znaleźć, chętnie pogadamy na priv, by nie zaśmiecać tego tematu.
Pokrótce mogę Ci teraz napisać, z tego co pamiętam:
Budżety czołowych klubów: przedział 5-8 mln euro na rok. W ostatnich latach regularnie zwiększane za sprawą generalnie coraz lepszych wyników, coraz większego zainteresowania kibiców i firm. Sukces marketingowy u siebie zawdzięczają sprowadzaniu obcokrajowców, reprezentantów krajów itd. Nie osłabiają składów, tylko co sezon w przeciwieństwie do nas mają je coraz mocniejsze. Nie wyprzedają najlepszych zawodników po byle porażce, a nawet po kilku, bo wiedzą, że wciąż są na poziomie, na którym takie sytuacje będą się zdarzać. Są konsekwentni. Nie boją się rozpiętości w zarobkach (zwanej u nas „kominami płacowymi”), która w czołowych klubach sięga czasem nawet 600-700 tyś Euro. Baza treningowa, w którą cały czas inwestują, jest lepsza od naszej, ale szkolenie generalnie na razie raczej nie. Niemniej, poprawiają je zatrudniając zagranicznych trenerów także do grup młodzieżowych. Intensywnie rozwijają tez scouting, bo to zmniejsza koszt prowadzenia polityki kadrowej i podnosi jej efektywność. Skąd biorą pieniądze? Zadłużając się, potem inwestując w oparciu o plan opracowany przez zachodnich fachowców (kadra, baza, rozwój marketingu). To im się zwraca dzięki poprawie wyników, wzroście zainteresowania kibiców i firm, które coraz lepsze wyniki przynoszą. „Głośne nazwiska” robią efekt i przyciągają sponsorów. Omonia dodatkowo nie bała się parę lat temu mocno zadłużyć u jakiegoś prywatnego inwestora – nie pomnę teraz nazwy.
Generalnie, robią wszystko to, przeciwko czemu u nas oponuje np.: taki Wolfy, czy Pablo84. Jak widać, długofalowo wychodzi im to na dobre i nie lądują od razu w „IV ligach”.
Problemem nie są Cypryjczycy, tylko nasza polityka sportowo-finansowa owocującą takimi Lewadiami. Ile razy jeszcze musimy dostać po d…pie, by do niektórych dotarło (nie piszę o Tobie), że to my mamy złe założenia?
Teraz sprawa sprowadzania „upadających zachodnich gwiazd”. Nie jestem entuzjastą takiego rozwiązania, zdaje sobie sprawę z kosztów i zaściankowego myślenia naszych działaczy. Niemniej, o czym Ty najlepiej wiesz, tak jak nie każdy „młody zdolny” jest nowym Kubą Błaszczykowskim, gotowym pracować i rozwijać się, tak nie każda „upadająca gwiazda” typu Kallona, byłaby nowym Salenką czy Borowką. Na pewno warto rozważać, czy w ostatecznym rachunku sprowadzenie takiego zawodnika nie byłoby opłacalne. Spójrzmy nawet tylko na polskich kopaczy: mało to ich „upadłych na zachodzie” po powrocie z zagranicy rządziło w naszej lidze? By nie szukać daleko: Reiss, Frankowski, Czerwiec, Węgrzyn, Wieszczycki itd. A gdzie takiemu Reissowi do Kluiverta….
Cichy napisał(a):

|
Markus, a nie uważasz, że my już w pozycji cypryskich klubów byliśmy?
|
Nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że Wisła kiedykolwiek była, jak to umownie nazwałeś, w dzisiejszej "pozycji cypryjskich klubów”, bo nigdy nie realizowała konsekwentnie jakiejkolwiek strategii swojego rozwoju. Nigdy też nie rozwijała dynamicznie scoutingu, bazy, marketingu itd.
Wszystko trwało do pierwszej porażki, potem rewolucja, kolejny trener, czasem prezes, kolejni zawodnicy.
Gdy tylko cokolwiek udało się zbudować, a Cupiał naprawdę zainwestował (okres „pierwszego Smudy” i pamiętny sezon Kasperczaka), stworzonej drużyny już po roku z rożnych powodów nie było. Tak się nie da odnosić trwałych sukcesów i stopniowo rozwijać. Na Cyprze, w Grecji, Turcji, w Sparcie, Rosenborgu itd. nic nie trwa tylko sezon, dwa. Tu nie chodzi o brak szczęścia (na szczęściu nie buduje się żadnego planu), tylko zabrakło cierpliwości, stabilizacji, piłkarskich fachowców i menadżerów u steru, wiedzących, gdzie i jak należy inwestować Cupiałowie pięniądzę - a nie szefów skarbówki, czy dziennikarzy sportowych w roli prezesów lub postpeerelowskich działaczy w roli doradców. Zatrudnienie prawdziwych fachowców - tak, drogie, tak, niełatwe - podobnie jak na Cyprze i w innych miejscach powinno być priorytetem już 10 lat temu. Bez nich i bez „konw-how” nadal będziemy kręcić się w kółko od Lewadi do Lewadi, słuchając delirycznej gadaniny takich Wolfych o IV ligach, nieosiągalnych zmianach i skomplikowanym świecie dorosłych, którego nikt tu nie rozumie.