|
Na pewno nie należy ślepo kopiować „modelu cypryjskiego”, czy uważać go za doskonały. Obecnie nie mamy też na to środków. Niemniej, nie można jednocześnie nie zauważać, że udało im się zrobić ogromne postępy w ostatnich latach, podczas których my się cofaliśmy. Zresztą, nie tylko im. Maja efekty, których my nie mamy, a jeszcze parę lat temu byli pod każdym względem gorsi. Warto zastanowić się, dlaczego i gdzie my robimy błędy. Żurawski wybiera Cypr od Wisły, a my bojąc się kominów płacowych, ryzyka itd. nawet nie próbujemy o niego walczyć, tylko zostajemy z Ćwielongiem i odpadamy w przebiegach kw. do LM. Bojąc się wydać w odpowiednim momencie i w odpowiedni sposób 500-600 tys Euro, tracimy ponad 2 miliony.
„Know-how” w sporcie nie jest żadną wiedzą tajemną, ani zarezerwowaną wyłącznie dla wybranych, czy bogatych klubów z zachodu. Wystarczy rozejrzeć się dookoła po Europie, także tej zbliżonej do nas gospodarczo. Niestety polscy działacze wolą rozglądać się tylko za nowym korytem, ciepłą posadką, ewentualnie za tym, jak sprytnie dorobić sobie na boku lub komuś podłożyć świnię. To też nie jest żadna wiedza tajemna.
U nas sytuacja wygląda tak, że najważniejszym człowiekiem w klubie jest nie sportowy menadżer z odpowiednią wiedza i planem, tylko były szef skarbówki, mający o piłce niewiele większe pojęcie od takiego Wolfiego (co akurat nie jest żadną sztuką). Nad sobą ma Radę Nadzorczą z Tele-Foniki wiedzącą o futbolu i zarządzaniu profesjonalnym klubem piłkarskim jeszcze mniej. Dyrektorem sportowym jest dawniej przeciętny (to łagodne słowo) piłkarz, który profesjonalnie zarządzane kluby widział w telewizji, ewentualnie podczas epizodów, które w pucharach rozgrywała Legia Warszawa. Doradcą właściciela klubu jest/był (wersje są różne) bynajmniej nie doświadczony fachowiec, tylko niejaki Rogala, który w przeszłości wsławił się brakiem jakichkolwiek sukcesów sportowo-organizacyjnych nawet w takiej zaściankowej lidze jak polska, oraz totalnym burdelem w Ruchu Chorzów, a wcześniej był nim komunistyczny aparatczyk pan K.
Startujemy do pucharów w 13 wartościowych zawodników do gry, bez prawego obrońcy, napastników, kupując „za pięć dwunasta”, z rokrocznie coraz gorzej przygotowaną drużyną i słabszą kadrą. Nie mając scoutingu, boisk treningowych, wydajnego systemu szkolenia, długofalowej polityki, jakiegokolwiek „know-how”, chcąc podbić Europę za darmo lub pół darmo, z działaczami nie mającymi dotychczas nic wspólnego z futbolem, bojąc się jakiegokolwiek dalszego zadłużenia u Cupiała - bez ryzyka, poważnych inwestycji, bez pieniędzy, myśląc i kalkulując podobnie absurdalnie jak Wolfy na forum…
…i później wszyscy się dziwią, że kończy się Lewadią, czy inną Valerengą.
To wszystko się po prostu nie może inaczej, dobrze kończyć. Cuda dzieją się w bajkach, a nie w tak wyglądającej rzeczywistości. Aby koniec mógł być inny, trzeba wpierw radykalnie zmienić obowiązującą przez ostatnia lata politykę sportowo-finansową Wisły.Namówić Cupiała na wydanie pieniędzy na fachowych zarządców z zagranicy, którzy będę wiedzieć, jak należy postępować. Bez tego Lewadie będą się powtarzać, klub nadal będzie stał w miejscu, a wówczas nie tylko Cypr może pokazać nam plecy.
Ostatnio edytowane przez Markus : 03.08.2009 o godz. 15:13.
Jaroo1: "okazało się, że gracze co się sprawdzają w Polsce są z 2 ligi hiszpańskiej. Nic w tym odkrywczego nie ma, byłoby dziwne gdyby się nie sprawdzali."
(...)
"Polaków na rynku to mamy do wyboru praktycznie zero w porównaniu do chociażby rynku europejskiego. Ogólnie poziom Polakow jest słabszy niż graczy z zachodu, dlatego logiczne jest że łatwiej znaleźć kogoś na zachodzie, nawet z II-V ligi - zależy od kraju, bo np w Hiszpanii można znaleźć dobrego gracza w niższej lidze"
|