Może to paradoksalnie dobrze, że Wisła pogra ten rok
w Sosnowcu. W Krakowie talliński blamaż mógłby się skończyć niemile dla samych piłkarzy Wisły, którzy zawsze mogli liczyć na wsparcie kibiców (ale po zlekceważeniu wszystkich trudno teraz liczyć na poparcie fanów, na zaufanie trzeba będzie ciężko zapracować). Nowy stadion będzie impulsem do powrotu na R22, ciekawe tylko jak to będzie wyglądało pod względem sportowym.
Levadia to również wielka lekcja dla Wisły i znak ostrzegawczy dla innych klubów:
gra bez ambicji, lekceważenie kibiców i osób wspierających klub może się skończyć fatalnie. Od klubu odwracają się kibice. Sponsorzy. Sam właściciel. Rywale tracą szacunek do (świetnej wciąż w warunkach polskich) drużyny. Zawalisz dwa mecze, nie zmobilizujesz się choćby na pół godziny - będziesz harował jak wół przez dwa lata, żeby to odbudować. Żal mi tych piłkarzy, którym na wyniku zależało. I mam nadzieję, że "zasługi" niektórych nierobów na boisku i na ławce nie zostaną zapomniane.
Ech, przykro pisać kolejne takie wywody, boli jak cholera. Ale czas mija, a
rozwój wydarzeń pokazuje, że nie wszystkie prawidłowe wnioski zostały wyciągnięte...
Moim najważniejszym pytaniem, na które nie znalazłem odpowiedzi jest:
jak to jest możliwe, że po kompromitacjach z Valerengą i Tbilisi, współcześnie najbardziej utytułowana polska drużyna (dobrze zorganizowana, z corocznym dopływem świeżych sił, ze stabilną sytuacją finansową) mogła popełnić TAKI błąd 