wolfy napisał(a):

Nie tylko Ty wiesz o tym, że napastnik jest nam potrzebny. Tyle, że tworzenie jakichś absurdalnych historyjek ze sprzedażą Brożka za więcej niż klub żąda i kupowaniem bramkostrzelnych napastników za półdarmo żadną miarą nas do pozyskania kogokolwiek nie przybliża. Ot, zwykła demagogia, niech się dzieci cieszą, że mają Markusa. On im pokaże.
Walić to, ja też tak mogę.
Sprzedajmy Brożka za osiem milionów euro, niech dwa pójdą na załatanie budżetu, dwa na spłatę długu, a za pozostałe cztery kupimy dwóch porządnych napastników, nie jakieś półprodukty nie wiadomo skąd. Tak Markusie, nie rozumiem, dlaczego chcesz narażać Wisłę na ryzyko sprowadzania niesprawdzonych napastników. Mało to już niedoszłych gwiazd kupiliśmy? Nie lepiej kupić napastników już uznanych? A za takie pieniądze spokojnie możemy takich znaleźć.
Sprzedajmy jeszcze Marcelo za dwadzieścia milionów euro, bo to murzyn, Brazylijczyk i w młodzieżowej reprezentacji grał. Do tego ma ładny uśmiech, nastolatki będą wniebowzięte - Real go weźmie. Za te dwadzieścia milionów, to ho ho! Aż mi ręce zaczęły latać, dość powiedzieć, że tym razem to Estończycy będą się nas bali! Ba, nawet Rumuni i Bułgarzy ( Ukraińcom nie podskoczymy, przynajmniej dopóki Ćwielonga nie kupi Barcelona ).
Bawimy się dalej? Czy może chwilę się zastanowisz?
|
Nie mam ochoty na "zabawy" z Tobą. Za dużo nonsensów musiałbym znosić, wolę poczytać Kołakowskiego.
A jeśli wiesz, ile obecnie klub żąda za Brożka, lub dlaczego na całym świecie nie ma dla Wisły wartościowych napastników w cenie jaką np: Lech zapłacił za Lewandowskiego lub Rengifo, zgłoś się do Faktu - tam chętnie biorą takie newsy. Może jeszcze nawet Ci za nie zapłacą.
Według mnie jedynym rozsądnym wyjściem w razie sprzedaży Brożka jest sprowadzenie w jego miejsce dwóch tańszych, ale bramkostrzelnych napastników. Bez tego będzie jedynie coraz gorzej. W cenie takiej, jaką kosztowali wspomniani wcześniej Lewandowski, Rengiifo, niegdyś Frankowski. W jakiej podobno, zaznaczam, podobno, był ów Węgier. Absurdalną fantazją, w których tak się lubujesz, jest tylko uważanie, że oni w ogóle nie istnieją. Tyle. Na ile to jest realne - ostatecznie zadecyduje Cupiał. Dobrze, że nie Ty.