Za moich czasów tak nie mówił, ale wątpię, żeby coś przyszło pocztą. Przeniesienie do rezerwy zawsze sobie człowiek sam załatwiał. Jak przyszła pora to się szło do WKU z książeczką i wbijali. Ale nikt o tym nigdy nie zawiadamiał. Wątpię, żeby to się zmieniło.