Po przeczytaniu tego artykułu, juz chyba wiadomo dlaczego nie ma transmisji ...
"
Levadia? Prawie nikt w Tallinie nie interesuje się tą drużyną - mówi sprzedawczyni pamiątek. Właśnie w rękach takiego klubu znajduje się los mistrzów Polski. Mecz Levadia Tallin - Wisła Kraków w środę o godz. 18. Relacja Z czuba i na żywo w Sport.pl
Po remisie 1:1 w pierwszym meczu mistrzowie Estonii stoją przed historyczną szansą awansu do trzeciej rundy Ligi Mistrzów. - Sprawiliśmy niespodziankę i liczymy na awans - przyznaje Igor Prins, trener Levadii.
Tyle że mieszkańców Tallina niewiele to interesuje. W centrum miasta nie sposób znaleźć plakatu reklamującego spotkanie. Jedyny afisz reklamuje mecz piłkarski między Estonią a Brazylią i to... w świecie wirtualnym. - Estończycy nie żyją futbolem tak jak Polacy. Dla nich najważniejsze są sporty zimowe, np. biegi narciarskie - wyjaśnia Damian Jaroszewski, jedyny Polak, który grał w ekstraklasie estońskiej.
ytuację tutejszej piłki lepiej ukazują derby stolicy między Levadią a Florą, na które przychodzi mniej niż tysiąc osób.
Piłka nie jest jednak zupełnie obca mieszkańcom Tallina. Na straganach można kupić koszulki Cristiano Ronaldo, Kaki czy Zlatana Ibrahimovicia. - Nic z Levadią nie mamy. Tym klubem w ogóle się nie zajmujemy - przyznaje sprzedawczyni. Mistrza kraju jeszcze słabiej znają w sklepie, gdzie aż kłują w oczy pamiątki reprezentacji Estonii. - Levadia?... Levadia? - szpera w głowie kasjerka. - Nie, z nimi nic nie mamy.
Informacji o meczu szukamy więc w prasie codziennej. Pierwszy dziennik z brzegu zamieszcza zdjęcie Nikity Andriejewa, który strzelił gola Wiśle. Pół rok temu Rosjanina testowała
Legia Warszawa, ale klub ze stolicy uznał go za zbyt słabego. Tymczasem według dziennika "Othuleht" Andriejewem interesują się m.in. AZ Alkmaar, Tom Tomsk, Derby County i Karpaty Lwów. - Czy Nikita po meczu z Wisłą stał się gwiazdą? Nie, po prostu potwierdził, że jest dobrym piłkarzem - uważa Prins.
Ma rację, bo w kolejnych dwóch gazetach nie tylko o Andriejewie, ale także o środowym meczu jest tylko niewielka wzmianka.
Bo gospodarze nie wiedzieli
Krakowianie w Estonii stawili się we wtorek przed południem. Przylecieli wyczarterowanym samolotem, zamieszkali dziesięć minut od stadionu.
Na obiekcie Levadii krakowianie stawili się po godz. 17 miejscowego czasu (godz. 16 polskiego). Dużo wcześniej był asystent Rafał Janas, który przyglądał się treningowi Levadii. Normalnie byłoby to niemożliwe, ale goście podobno nie wiedzą o przepisie, który pozwala przegonić im wszystkich gapiów już po kwadransie zajęć.
Trafienie na obiekt mistrza Estonii nie jest łatwą sztuką. - Stadion Levadii? Coś takiego jest w tamtej części miasta, ale nie wiem, kto tam gra - rozkłada ręce recepcjonistka w hotelu.
Większość kibiców Wisły?
Stadion położony jest ok. 4 km od centrum i niedaleko od morza. Przypomina miniaturę poważnego stadionu. Mieści niewiele ponad cztery tysiące widzów i zapełnia się niezwykle rzadko. Niewykluczone, że dziś będzie na nim więcej krakowian niż miejscowych. Dla przyjezdnych przeznaczono bowiem trybunę, która ciągnie się na całej długości boiska. - Spodziewany się około 500 kibiców Wisły, ale mamy dla nich przygotowanych dodatkowych 300 biletów - informują organizatorzy spotkania. Kibice z Tallina siądą po drugiej stronie pod krytą trybuną.
Tylko ci ludzie obejrzą spotkanie, bo estońskiej telewizji nie opłacało się transmitować meczu. Nie zobaczą go także kibice w Polsce."
gazeta.pl