|
Parę zdań refleksji przed rewanżowym meczem w Tallinie.
Po zdobyciu w czerwcu mistrzostwa myślałem, Wisła złapała Boga za nogi. Reforma rozgrywek Ligi Mistrzów sprawiła, że droga do elity nigdy nie wydawała się tak łatwa. Korzystne losowanie najpierw drugiej, następnie trzeciej rundy kwalifikacji do tych rozgrywek zdawało się potwierdzać, że wreszcie i nam fortuna zaczęła sprzyjać. Niestety splot rozmaitych okoliczności sprawił, że w przededniu meczu rewanżowego możemy się obawiać (?) o wynik tej rywalizacji.
Nie chodzi tu o wymiar sportowy, wszak podobne katastrofy już przeżywaliśmy w swojej historii (Valerenga, Dinamo Tbilisi, a z dawniejszych czasów – rewanż z Malmo FF) ale o przyszłość naszego klubu. Wyeliminowanie Estończyków, a potem Węgrów, a więc awans co najmniej do Ligii Europejskiej da nam nie tylko potężny zastrzyk finansowy od UEFA, ale pozwoli wygenerować również inne przychody w najbliższej przyszłości.
Bez sukcesu w Europie (awans do Ligi Mistrzów bądź wyjście z grupy Ligi Europejskiej) nie wyobrażam sobie zapełnienia naszego nowego stadionu. Nie oszukujmy się – nowych kibiców przyciągnie tylko sukces sportowy Wisły. Śmieszą mnie opinie pojawiające się na forum, że jak będzie stadion to będą kibice. Ci, którzy kochają Wisłę niezależnie od jej wyniku już są na stadionie!!!
Sukces w Europie powinien przyciągnąć również sponsorów i reklamodawców. To czy tak się stanie zależy również w znacznym stopniu od pracy działu marketingu naszego klubu, a pracę tę jak na razie oceniam jako mierną. Słaba praca marketingowców i biura prasowego przejawia się również w tym, że Wisła ma słabe kontakty z mediami. Dzięki temu możemy poczytać sobie artykuły: „Wisła upada”, „Zwolnią Skorżę”
Jako kibica Wisły boli mnie fakt, że zarząd mojego klubu nie zrobił wszystkiego (zgromadzenie kompletnej kadry przed rozpoczęciem rozgrywek, zapewnienie możliwości rozgrywania meczów w Krakowie), aby zwiększyć szanse naszego klubu na awans do Ligi Mistrzów i tym samym zapewnienie Wiśle spokojnej przyszłości.
|