saklak1906 napisał(a):

To kolegoa chyba nigdy w pilke nie gral twierdzac ze lepiej sie jest bronic podczas deszczu niz atatowac.
Pilka po strzale na mokrej nawierzchni dostaje poslizgu i nie wiadomo jak sie zachowa, z regoly zwieksza pretkosc.
Bramkarz ma mokre rekawice jak i koszulke co utrudnia mu pewne zlapanie mokrej pilki.
Obronca moze skiksowac bo mu pilka sie przesliznie bo moze w wodzie stanac i napastnik moze dobiec.
Latwiej jest atakowac bo nawet byle jaki strzal na bramke nawet z dalszej odleglosci moze wpasc. Uwierz mi nie ma nic gorszego niz bronienie podczas deszczu.
Warunki byly takie same dla wszystkich a Levadia nie przyjechala z Afryki zeby nie umiec grac na deszczu
|
Grałem, momentami nawet na przyzwoitym poziomie (rozgrywki juniorskie) ale nie w tym rzecz. Atakowanie to nie tylko strzał, strzał to właściwie jedynie ostatnia faza ataku i żeby oddać takowy z dalsza w światło bramki trzeba mieć mimo wszystko trochę miejsca. A przy kruczowo broniącej się i żwawo biegającej Levadii nie było to łatwe. Ogólnie jakieś 80% ataku drużyny to bieganie bez piłki zawodników i PODANIA, a w rozgrywaniu piłki, szczególnie na jeden kontakt (czyli tak jak zwykle gra Wisła) deszcz naprawdę przeszkadza. I łatwiej w takich warunkach wytrącić przeciwnika z równowagi, za czym zwykle przy mokrej nawierzchni pojawia się dwa razy większy problem z dokładnością przyjęcia czy podania. Łatwiej też przeciąć podanie (bo atakującemu trudniej szybko, mocno i dokładnie zagrać swojemu koledze piłkę), wybijać ją byleby dalej. Jeśli drużyna tylko potrafi się dobrze bronić i korzystać z takich warunków, to deszcz jest dla niej dużym atutem. Inna sprawa że takie bronienie jest o tyle trudniejsze że wymaga dobrej kondycji od zawodników i sporo siły, dlatego też piłkarze z Estonii słaniali się na nogach po meczu. O błąd rzeczywiście też jest w takiej sytuacji łatwiej, dlatego też mamy 1:1 a nie 0:1. No i oczywiście same warunki krakowskim piłkarzom może bardziej utrudniały grę niż estończykom, ale fakt faktem Wisła zagrała słabiutko i to, a nie deszcz, było główną przyczyną porażki. Bez deszczu po prostu łatwiej by Wiśle było poprawić rozegranie piłki, byłoby tez pewnie więcej ruchu bez piłki, a moim zdaniem za tym poszłyby te 2 wymęczone gole. Jednak nie ma co do tego wracać i gdybać, tylko trzeba udowodnić w Estonii swoją wartość i wygrać pewnie w Tallinie.