|
Nie po raz pierwszy wychodzi na jaw, że Wiślacy mają problemy z motywacją w starciu z teoretycznie słabszym rywalem, lub jak kto woli, rywalem słabym w ich mniemaniu. Pocieszający jest fakt, iże Wisła rzadko gra dwa katastrofalnie słabe mecze pod rząd (teraz do głowy przychodzi mi jedynie "dwumecz" we Wrocławiu i w Chorzowie w zeszłym sezonie ligowym). Niepokój budzi we mnie fakt, iż Wisła w żadnym momencie meczu nie potrafiła zdominować rywala i był to mecz drużyn absolutnie równorzędnych, więc opowiadanie piłkarzy, że jakby strzelili co mieli to by było inaczej, można odwrócić również na korzyść naszych estońskich rywali. Rewanż będzie zajebiście ciężki głownie przez działanie na szkodę klubu przez radę nadzorczą i dyrektora sportowego poprzez notoryczne osłabianie pierwszego składu i ławki rezerwowych (czyli inaczej mówiąc kadry) i prowadzenie ruchów transferowych w tempie zakrawającym na kpinę. Piłkarze szczyt formy mają daleko przed sobą, do tego nie mamy prawego obrońcy i mamy jednego napastnika - to wszyscy wiedzą. Niestety kilku piłkarzy posiada wakacyjną formę, a trener Maciej ma praktycznie zerowe pole manewru. Jeszcze teraz jak to pisze to się wkurzam na dyletantów mieniących się działaczami naszego ukochanego klubu....
Tyle na sportowo. Co do kwestii organizacyjnych, słuchałem II połowy meczu z Levadią w Radiu Kraków i dało się przeżyć. Generalnie każdy wolałby obraz, ale trzeba się nastawić na przekaz radiowy. Oby był szczęśliwy dla nas i Wisła awansowała dalej. Z taką kadrą i formą to z całą pewnością będzie bardzo ciężki mecz niestety. Wolę awans bez oglądania niż znów patrzeć na padakę. A obrazu z Estonii się nie spodziewam pomimo, iż jeden z portali internetowych napisał, że Estonia "oszalała" z zainteresowania po zwycięskim remisie w Sosnowcu. Chyba, ze przyjdą wszyscy na stadion, wtedy cały kraj opustoszeje ;-)
Do what you mean and mean what you do.
|