Wniosek z tego turnieju jest jeden: bez względu na końcowy wynik tego finału Amerykańce meldują, że chcą się zacząć w czołówce świata liczyć.
Nie ma co już teraz śpiewać, że już są potęgą, ale jak tak dalej pójdzie to dojdą i do tego.
Inna sprawa, ze Puchar Konfederacji to jeszcze nie Mundial i przeciwnicy nie dali 100% zaangażowania.
Ale też to nie sparingi i prestiżowe wyniki idą w świat. A czy Hiszpania i dziś Brazylia słabsze mecze grały?
Może , ale gra się tak, jak przeciwnik pozwala. I Jankesi na za wiele i jednym i drugim nie pozwolili.
Znikąd się te słabsze mecze faworytów nie wzięły.
Przed losowaniem w grupach miałbym stracha , prócz tradycyjnie Niemiaszków, Włochów, Anglików , Holendrów, Francuzów (ta lista podejrzanie długa się robi

) również przed Stanami.
Ale ponieważ nie wejdziemy do tych rozgrywek , bo cudów nie ma - to nie ma na razie się czego bać
