Ostatnio sporo obejrzałem filmów:
Go Fast - francuski film o zjawisku tzw. go fasterów czyli przemytników narkotyków z południowej hiszpanii do Francji za pomocą szybkich samochodów. W filmie dobrze pokazany na czym dokładnie polega proceder, niestety tylko tyle. Film jest niczym dokument, ktoś na siłę próbuje z tego zrobić film akcji i za bardzo to nie wychodzi. Po wstępie i zawiązaniu akcji następuje koniec i widz zostaje z pytaniem "co już koniec?". Plus za muzykę i pomysł. Można było na prawdę fajny film zrobić... (4/10)
Hostel - no cóż, do filmów typu gore się przyzwyczaiłem (pozdro Emsi

). Film jak dla mnie byłby dobrym horrorem z przesłaniem, jest kilka rzeczy, "dzięki" którym stracił ogromnie w moich oczach. Przede wszystkim banalne, idiotyczne, amerykańskie podejście do kraju jakim jest Słowacja. Czarne wołgi i łady jeżdzące wszędzie, hordy dzieciaków biegające z kijami, a na koniec cytat z filmu "nie ma u nas za dużo mężczyzn od czasu wojny" - k*** mać jakiej wojny


Następnym elementem są niedociągnięcia logiczne w fabule, zwłaszcza to widać przy ucieczce głównego bohatera ze starej fabryki. Kiepsko, kiepsko, a miało być tak pięknie. (4/10)
Tydzień kawalerski - na początku pomyślałem kolejny ckliwy film amerykański, gdzie wszyscy się kochają i żyją długo i szczęśliwie. A jednak w pewien sposób mnie ten film urzekł główie brakiem nachalności i schematów znanych z komedii romantycznych. Głównie w tym zasługa pana Edwarda Burnsa, jego świetny film Piwne rozmowy braci McMullen. Powstał film lekki, przyjemny, wynijający się, jak dla mnie, spośród armii filmów spod znaku komedia romantyczna. (7/10)
To nie tak jak myślisz kochanie - ponieważ dawno nie oglądałem jakieś filmu z rodzimego kina, więc przejrzałem serwisy no i padło akurat na ten. Trzmajcie się od tego z daleka. Ma to być komedia - ale zupełnie nie śmieszy. Ten sam wątek jest przekręcany i wykręcany, aż zużyty, a jednak dalej ciągnięty. W momencie końcowym kiedy widz jest już wynudzony reżyser mu serwuje zaskakujące zakończenie. Bez sensu!!
Na koniec zwracam uwagę na reżysera Cedrica Klapischa. Jest twórcą 4 filmów, które widziałem Niebo nad Paryżem (Paris), Smak życia 2 (Poupées russes, Les), Ani za, ani przeciw (Ni pour, ni contre (bien au contraire)), Smak życia (Auberge espagnole, L').
Niebo nad Paryżem - odradzam, zagmatwana, przintelektualizowana historia kilku osób na tle Paryża, jak dla mnie bardzo kiepski film i jeśli już oglądać to ze względu na dobre zdjęcia Paryża.
Smak życia i Smak życia 2 - godne polecenia filmy, chociaż jak wiadomo sequel gorszy. Ciekawe spojrzenie na Unię Europejską od strony programu Erasmus, a co za tym idzie na różnice pomiędzy poszczególnymi krajami. Fajnie obejrzeć oba filmy jednym ciągiem tak jak ja to uczyniłem

Ani za, ani przeciw - film gangsterski, ani wybijający się, ani wybitny. Obejrzałem żeby mieć pełniejszy obraz warsztatu tego reżysera. Dobry, ale bez przesady.