Wyświetl pojedynczy post
wislak68
Senior Member
 
Od: 11.2007

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#3754
Stary 19.06.2009, 15:49
Sambo

Wbrew regułom polemikę zacznę od końca tzn od ogółu do szczegółu. Powtórzę to co napisałem już wcześniej: z JK w roli lidera PiS-owi będzie bardzo ciężko wygrać najbliższe wybory z PO. Bez JK jako lidera PiS nie będzie miał żadnych szans (powody dlaczego tak uważam podałem we wcześnijszych postach). Myśląc o zwycięstwie w najbliższych wyborach PiS może cały czas liczyć na jakieś zamieszanie (podobne do afery Rywina w poprzednim układzie które zmiotło SLD). Biorąc pod uwagę kryzys gospodarczy (i związany z tym wzrost bezrobocia, protesty społeczne , cięcia budżetowe itp) to przy słabości obecnej władzy istnieje pewne prawdopodobieństwo że coś podobnego może się wydarzyć.
Rozumując dalej: jeśli zakłada się że jedyną liczącą się partią "antyukładową" (dla potrzeb dyskusji używam tego bardzo ogólnego sformułowania) jest właśnie PiS to siłą rzeczy jedyną logiczną opcją dla zwolennika tego sposobu myślenia jest głosowanie na partię kierowaną przez JK nawet jeśli ma się do niego samego wiele zastrzeżeń. Alternatywą jest ... brak alternatywy (czytaj: okopy Św. Trójcy). Tak nakazywałaby czysta logika. Zdaję sobie sprawę z tego że akurat w tej materii (polityki) emocje bardzo rzadko przegrywają z logiką ale to bynajmniej nie znaczy że o logice nie należy mówić.

Tyle tytułem nakreślenia ogólnego tła dla tych którym co prawda PO (i powiedzmy układ) się nie podoba ale w takim samym stopniu (a może i większym) nie podoba im się JK. A teraz jeśli pozwolisz odniosę się szczegółowo do Twoich argumentów a w zasadzie zarzutów (z którymi oczywiście się nie zgadzam):

W kwestii ataków na Yara i wszechmocnego meczenia PISu ze strony salonowych mediów, to należy wyjść od słów jednego z najbardziej skutecznych polityków ostatniego okresu - niestety od Jaruzelskiego Wojciecha

stwierdził on na któryms tam plenum w 1985r., że na rzeczywistość nie można się obrażać lecz trzeba ją mądrze przeobrażać.

I moim zdaniem trafnie określił on kierunek działań prawdziwego polityka. I co my mamy na dzień dzisiejszy? Sfrustrowanego Yara, który ewidentnie na rzeczywistość jest obrażony i nawet nie chce mu się jej przeobrażać. Woli on bełkotać o AK i ZOMO. Nota bene owe ZOMO tzn. ta wypowiedź jest jedną z jego zasług w przegranych wyborach. Co robi Yaro po akcji z ZOMO? Wyciaga oręż AK.

Pozwolisz że skoncetruje się tylko na Twojej ocenie JK i pominę swoją ocenę Twoich opinii na temat skuteczności polityki WJ (zdumiewające że ktoś może jeszcze tak myśleć!) tudzież "mądrości" przypisywanych mu niesłusznie słów (w rzeczy samej ta rzekoma prawda jest tak literacko-banalna że gdybyś trochę poszperał to znalazłbyś podobne dyrdymały pisane już w starożytności że o pracach klasyków w stylu Lenina czy Engelsa nie wspomnę). Nie mogę mianowicie zrozumieć dlaczego twierdzisz że: jest sfrustrowany, obrażony na rzeczywistość i nie chce mu się jej przeobrażać. Powiem szczerze że ja osobiście nic takiego nie zauważyłem. Powiedziałbym że jest wręcz przeciwnie biorąc chociażby pod uwagę jego aktywność w trakcie kampanii wyborczej (potwierdzonej akceptowalnym wynikiem wyborczym). Potwierdzeniem tej aktywności jest w moim przekonaniu ten wściekły atak publikatorów tuż po wyborach. Rozumiem że Twoja opinia w tej sprawie jest bardzo subiektywna ale mam nadzieję że się nie obrazisz jeśli napisze że w moim odczuciu nie jest ona poparta racjonalnymi argumentami a wynika wręcz z (być może nieświadomego) powielania kalki medialnej.
I jeszcze słówko o AK. Być może nie masz kontaktu z tym środowiskiem (kombatanci AK) ale zdziwiłbyś się jak dobrze słowa JK zostały odebrane przez tych ludzi (przynajmniej tych z którymi ja mam kontakt). Z punktu widzenia marketingu politycznego wydaje mi się że akurat tej wypowiedzi (jeśli myślimy o tym samym) nic nie można zarzucić.

Powiedz mi - czy jest jakiś drugi polityk liczący sie w Polsce, który byłby w stanie tak p...ć? Obawiam się, że nie ma. Ten fakt powoduje, że wystarczy zrobić Orliki i Polskę 2030 oraz poświęćić najważniejsze urzędy w UE dla reprezentacyjnej teki Buzka aby w konfrontacji z z AK lub ZOMO PO miało niezmiennie 45% poparcie realnego.

Kwestia p...a w polityce jest oczywiście jest bardzo subiektywna ale moim zdaniem można wskazać tabuny polityków którzy (obiektywnie) są w tym znaczni lepsi niż JK. Dla Twojej informacji mogę tylko powiedzieć że akurat dla mnie wypowiedzi JK są bardzo interesujące (wiem, subiektywizm). W tym punkcie dodam też że moim zdaniem przy podobnej skali wsparciu mediów aby utrzymać 45% poparcie nie trzeba nawet robić Orlików i Polski 2030. Wystarczy po prostu być. Natomiast jest sztuką dostać znaczące poparcie (np 28%) będąc praktycznie cały czas pod ostrzałem mediów, prokuratury i komisji sejmowej. Możesz mi wierzyć że byle p...y polityk nie byłby w stanie tego zrobić.

Yaro otacza sie samymi miernotami typu Szczypińska, Brudziński czy Putra (długo by wymieniać) Podczas gdy ludzie, którzy czuja czaczę są na boku, lub relegowani.

Nie znam na tyle dobrze pp Szczypińskiej, Brudzińskiego i Putry aby móc powiedzieć czy są miernotami (w wersji roboczej przyjąłbym że przynajmniej ten ostatni nie jest miernotą). Trudno mi ocenić na jakiej podstawie Ty tak twierdzisz (mogę tylko podejrzewać że działa tu wspomniana wcześniej kalka medialna o tzw zakonie). Prosiłbym jednak abyś zwrócił uwagę że wspomniane osoby współpracują z JK już od wielu lat, także wtedy gdy (w latach 90) był on na zupełnym oucie (a był wręcz inwigilowany przez służby). Myślę że właśnie w tym okresie powstało coś co można określić zaufaniem (czynnikiem który w polityce jest nie do przecenienia). Nie jestem pewien którzy politycy PiS wg Ciebie "czują czacze" (i co to Twoim zdaniem znaczy) ale jeśli chodzi Ci o osoby pokroju: Zalewskiego, Ujazdowskiego czy Polaczka to ich historia dowodzi właśnie tego że wspomiane zaufanie zawiedli i moim osobistym zdaniem zachowali się jak szczury. Ja osobiście nie postawiłbym na nich już nigdy więcej ale jak wiadomo prezes ma "wielkie serce" (niektórzy mówią że to jedna z jego słabości).
W tym miejscu osobny akapit warto poświęcić bylem premierowi Marcinkiewiczowi. W momencie jego odwołania byłem tym osobiście rozczarowany. Biorąc jednak pod uwagę wszystko co zdarzyło się z jego osobą później wypada mi powiedzieć tylko tyle że JK okazał wobec niego niestety za dużo swojego "wielkiego serca". Aż mnie ciarki przechodzą na myśl że podobnie żałosny człowiek biegający za swoją Isabel mógł by być utożsamiany z PiS.

Sprawa druga, to kwestia tego, że bez Yara nie ma PIS - myslę wiślaku, że już po 4 letniej przygodzie z PISem jako jednym z rozgrywających w rozdaniach politycznym, to twierdzenie jest primo - nieprawdziwe, drugo - szkodliwe.

Myśle sambo że twierdzenie iż bez JK nie PiS jest primo - prawdziwe, duo - prawdziwe. Argumenty dla obrony tej tezy podałem już wcześnie dlatego nie chcę się powtarzać. Dodam tylko że bardzo nie chciałbym sprawdzać w rzeczywistości który z nas ma rację. Cena byłaby za wysoka. A z czystej ciekawości: kto Twoim zdaniem miałby szansę zastąpić w PiS JK?

Kiedy spojrzysz na sondaże - przekłamane czy nieprzekłamane- to zobaczysz, że PIS triumfy najwieksze święcił kiedy premierem był... tak tak Atrakcyjny Kazimierz. Dlaczego? Bo to był gość, który kumał czacze w polityce ii który powodował, że idiotyczne zapędy Yara były niewidoczne dla szkiełka i oka. Czy Yaro stracił wtedy władzę w PIS - ależ oczywiście, że nie. Yaro spokojnie powinien kierować z tylnego siedzenia.

O Kaziu było już wcześniej dlatego nie chcę się powtarzać. Jeśli dla Ciebie to był jednak gościu który kumał czaczę to znaczy że ja jej nie kumam wcale (alternatywą może być że nie kumasz jej Ty). Premierem był przez kilka miesięcy (siedem?) i w tym czasie cieszył się sporą poplarnością. Nie sprawdziliśmy (moim zdaniem na szczęście) jaką popularność miałby po upływie następnych siedmiu. Biorąc pod uwagę jego późniejsze "osiągnięcia" z dużą dozą prawdopodobieństwa skończyłoby się jak z Buzkiem: zaczynał z poparciem 70% po to żeby w wyborach nie przekroczyć progu wyborczego. Z perspektywy uważam że Kaziu to naprawdę miernota która w planach prezesa miała z założenia być zderzakiem i w sumie tylko do tego się nadawał.
Natomiast jeśli chodzi o sam pomysł aby JK kierował rządem z tylnego siedzenia to moim zdaniem jest on ok. Wydaje mi się zresztą że do tego pomysłu przekonany byłby sam JK. Pod dwoma wszakże warunkami: musi być dobry (merytoryczny, charakterny i zaufany) kandydat na premiera i trzeba mieć większość w Sejmie. Na chwilę obecną żaden z tych warunków nie jest spełniony a zatem JK rządzi jako prezes PiS.

Sprawa trzecia powiazana z pierwszą i drugą - to polityka kadrowa na stanowiskach państwowych Yara, że wymienię pierwszych z brzegu - Kornatowski, Kaczmarek. Kwestia jak postapił z Dornem i Bartoszewskim.

Bądźmy precyzyjni: Kaczmarek (a za nim Kornatowski) to nie były pomysly JK ale jego brata prezydenta (to on ściągnął ich z Wybrzeża). Oczywiście nie zmniejsza to odpowiedzialności premiera za rząd. W tym kontekście moim zdaniem trzeba jednak wspomnieć o dwóch sprawach. Po pierwsze: po wybuchu całej afery PiS zachował się moim zdaniem tak jak powinien nie zamiatał sprawy pod dywan tylko wziąl na bary całą odpowiedzialność (włącznie z wyborami). Po drugie: biorąc pod uwagę poziom "ubekizacji" kraju jest rzeczą niezwykle ciężką (być może wręcz niemożliwą) aby podobnych wpadek uniknąć. I zwróć proszę uwagę że oprócz tej ewidentnej porażki całkiem sporo fajnych ludzi weszło za czasów PiS do administracji (np: Stróżyńska, Kluza żeby trzymać się tylko tych których PO jeszcze nie odstrzeliło). Nie myli się tylko ten co nic nie robi.

Długo by pisać -konkludując

Yaro nie zna sie na zasadach współczesnej polityki.

Yaro ma charakter absolutnie przeciwny do oczekiwań wyborców.

Yaro nie ma zmysłu personalnego

i najważniejsze Yaro ma obsesyjny pęd do władzy - co chyba przekreśla jego racjonalne myslenie w kwestii jak zrobić, żeby było.

Temat Yara to jest dłuzsza kmina naprawdę - uważam obecnie, że jest on największym szkodnikiem polskiej polityki, nie dlatego, że pirdzieli o ZOMO i AK - ale dlatego, że to tylko dzięki niemu PO ma poparcie jak na załaczonym obrazku - czyli to on przyczynia sie do nieszczęścia jakie może nas spotkać

Konkluzja tyleż emocjonalna co (moim zdaniem) nieprawdziwa. Ktos mógł by wręcz powiedziec że trochę dęta (nieznajomość zasad wspolczesnej polityki, charakter wyborców, brak zmysłu personalnego, brak racjonalnego myślenia). Powiedział bym że podobne opinie na temat sześćdziesiętnio letniego zawodowego polityka (z doświadczeniem premiera) wyrazone przez (jak sądzę) znacznie młodszego i mniej doswiadczonego amatora polityki brzmią trochę ... niepoważnie.
W Twoim poście widać głęboką personalną niechęć do JK co jest Twoim prawem. Wydaje mi się jednak że ten Twój odbiór osoby prezesa wplywa na błędna ocenę całej sytuacji (wg. Ciebie to właśnie przez nieg PO ma tak duże poparcie). Moim zdanien każdy kto byłby na miejscy JK (faktyczny lider parti "antysystemowej') będzie poddany podobnej nagonce (przypomnij sobie chociażby jak jechali w latach 90 z Olszewski, Maciarewiczem czy chociażby później z Wałęsą i jak się to dla nich wtedy skończyło). Uwazam ze tylko dzięki JK jest jakaś szansa (dość niewielka) na powstrzymanie nieszczęscia już w najbliższych wyborach. Bez niego cofniemy to się do lat 90-tych i konwentu św. Katarzyny.
Ostatnio edytowane przez wislak68 : 19.06.2009 o godz. 18:09.