Wyświetl pojedynczy post
flamengista
Piknik
 
 
Od: 03.2004
Skąd: Kraków/Bronowice

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#108
Stary 12.06.2009, 14:45
banasik napisał(a):Wyświetl post
A odnośnie długów Realu, to absolutnie każdy klub na świecie ma długi mniejsze lub większe. Nie ma zespołu który notuje tylko zyski lub wychodzi na zero.

Barcelona, Chelsea, ManU, Real, BAyern mają długi liczone w setkach milionów ojro i to się nie zmieni
Po pierwsze - nie ma firmy na świecie, która przez kilkadziesiąt lat ciągle ponosi straty. Wielkie kluby zaczęły obracać wielkimi pieniędzmi od końca lat 90-tych. Do pewnego momentu osiągały zyski, przynajmniej niektóre z nich (np. Manchester United i Ajax na początku swoich sukcesów w Europie). Więc i banki bez problemów kredytowały ich działalność. Tyle że banki to nie instytucje charytatywne, w dodatku i one popełniają błędy.

Po drugie - z olbigacjami subprime było dokładnie tak samo, jak z klubami. Był boom budowlany i coraz więcej ludzi kupowało domy na kredyt, mimo że ich nie było na to stać. Banki dawały pożyczki hipoteczne, bo były przekonane że nawet jeśli ludzie nie spłacą kredytów, to przejmą nieruchomości - a ceny tychże ciągle rosły. I dlatego zaczęły emitować obligacje, których "zabezpieczeniem" były te pożyczki. Jak gospodarka zwolniła, ludzie przestali spłacać pożyczki, banki przejęły domy których wartość zaczęła spadać i bańka pękła. A obligacje subprime okazały się świstkiem nic nie wartego papieru.

Jak to się ma do klubów? Instytucje finansowe pobrały ostatnio srogą lekcję. Teraz ostrożniej pożyczają pieniądze, pytając o zabezpieczenie. Zabezpieczenie pożyczek dla klubów to:
1) piłkarze i ceny, jakie można uzyskać za sprzedaż zawodników do innych klubów
2) pieniądze za umowy sponsorskie
3) wpływy z biletów
4) sprzedaż gadżetów
5) wpływy ze sprzedaży transmisji TV

No więc teraz banki dwa razy się zastanowią: czy nasz klient jest wypłącalny? Czy jego zabezpieczenia są wystarczające?
Przecież:
1) Nikt przy zdrowych zmysłach nie zakłada, że Real wydając 150 mln € za Kakę i Christiano Ronaldo (i z 50 mln w następnych latach na ich kontrakty) - odzyska choćby 80% tej kwoty sprzedając ich później do innego klubu
2) Pieniądze za umowy sponsorskie - w dobie kryzysu raczej nie ma co liczyć na spektakularny wzrost przychodów z tego źródła, wręcz przeciwnie
3) to samo
4) to samo
5) to samo

A cała zabawa polega na tym, że kluby wydając szaleńczo pieniądze zakładają ciągły wzrost przychodów ze wszystkich tych źródeł.

Wystarczy, że któryś z wierzycieli powie wreszcie: "sprawdzam" (albo powie to jeden z akcjonariuszy, zaniepokojony tym komu bank pożycza pieniądze) i cała piramida runie.

Jasne, Real czy Barca nie upadną, zostaną uratowane przez socios i rządy. Ale sporo klubów zbankrutuje, a dla wielu nadejdą bardzo trudne czasy.
Uma vez Flamengo, sempre Flamengo
Odpowiedz cytując