Wyświetl pojedynczy post
Aro1234
Senior Member
 
Od: 07.2007

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#111
Stary 31.05.2009, 18:25
Taki tam tekst skleciłem w wolnej chwili Sorki za jakieś tam błędy stylistyczne czy interpunkcyjne, ale te emocje nadal we mnie siedzą



Cytat:
Dzień wielkiego zwycięstwa…

30 maja 2009 roku, krakowska Wisła zapewniła sobie mistrzowski tytuł, już dwunasty w historii istnienia klubu. Tym samym, zagwarantowała sobie udział w eliminacjach do Ligi Mistrzów, o którą walczy od czasu, kiedy właścicielem został Bogusław Cupiał. Wczorajszy dzień upłynął pod znakiem sportowych emocji, niewiarygodnych wzruszeń oraz zdzierania gardła od kilkudziesięciu minut przed rozpoczęciem meczu aż do … powrotu do domu, bo przecież cały pochód z Reymonta na Rynek, całą koncelebrację tytułu z piłkarzami i powrót autobusem linii 502 trzeba było śpiewać.

Ten dzień przejdzie do historii z kilku względów. Przede wszystkim Wisła utarła nosa najgroźniejszym rywalom z Warszawy i Poznania. Szczególnie cieszy zwycięstwo nad Lechem, który stawiany był na piedestale od jesieni i dziennikarze nie dopuszczali innej opcji jak „poznański majster”. Po drugie z klubu odchodzą Baszczyński i Zieńczuk. Ich pożegnanie miało iście mistrzowski charakter. „Baszczu” , który zagrać nie mógł z powodu kontuzji, przyszedł na fanatyczną trybunę D i wdrapał się na gniazdo, z którego prowadzony jest doping i z niego uroczyście podziękował za 9 lat spędzonych pod Wawelem. Gdy mówił, gdy nasz najlepszy i jedyny słuszny na tym miejscu człowiek – Guli, intonował przyśpiewki dziękczynne dla Marcina, wielu kibiców (w tym ja) miało łzy w oczach. To była naprawdę wspaniała Dekada. Dzięki „Baszczu” jeszcze raz. „Zieniu” swój występ uświetnił golem, a kibice podziękowali mu owacją na stojąco podczas schodzenia z boiska. Sam zawodnik wyznał, że miał łzy w oczach, gdy dopełniał swojego wiślackiego żywotu.

Wisła przez cały sezon zmagała się z wieloma problemami. Jednym z nich była skuteczność. Nasi napastnicy nie potrafili strzelać tylu bramek ile trzeba. Owszem, Brożek jest królem strzelców (wraz z tym czarnym drewniakiem z Warszawy), ale czegoś w tym wszystkim cały czas brakowało. Słabo grali nasi skrzydłowi, błędy popełniał bramkarz, to wszystko nie wyglądało tak, jak kibice by sobie tego życzyli. W zawodnikach widać było wolę walki, chcieli wygrywać, ale chyba nie potrafili. Wiosną coś pękło. Odszedł weteran – Cleber. Na środku obrony jego miejsce zajął Marcelo. Do spółki z Głowackim stworzyli barierę nie do przejścia – Wisła nie przegrała żadnego z trzynastu wiosennych spotkań! Pewniejszy stał się Mariusz Pawełek. Sezon życia rozgrywał Baszczyński. Do dobrej dyspozycji wrócił Zieńczuk, samego siebie przechodził Małecki, siermiężną, ciężką pracę wykonywał Sobolewski, nieskutecznie, ale walecznie grał Ćwielong… Wszystko wyglądało dobrze, ale kontuzji doznał najskuteczniejszy – Paweł Brożek… Wydawało się, że walka o Mistrzostwo rozegra się między Legią a Lechem. Wisła cały czas plątała się między 3 a 4 miejscem. Liderował Lech. Wisła w pewnym momencie była już pięć punktów (!) za Kolejorzem. I wtedy do strzelania bramek przystąpili obrońcy. W Derbach gola zdobył Marcelo (co prawda jednego z czterech), z Lechem trafił Singla, później z Jagą świetnym strzałem piętką popisał się Baszczu, a zwycięstwo nad Arką zapewnił kapitalnym uderzeniem głową ponownie Marcelo. Na Górnika wrócił Brożek i… zdobył dwa gole. Później przyszedł pechowy remis z Piastem i kolejny zwycięski gol Marcelo z Legią. Wtedy stało się jasnym, że trzy zwycięstwa w ostatnich meczach dadzą Mistrzostwo. Co mieli zrobić, to uczynili. Z ŁKS-em szło opornie, ale skończyło się cudownie – wygrana 4:0, po golach Małeckiego, Ćwielonga i dwóch bramkach Pawła Brożka dała chwilę wytchnienia. Później przyszła batalia z gdańską Lechią. Tam też wszystko szło nie po myśli Wisły. Najpierw gol dla gdańszczan już w pierwszej minucie (który nie powinien być uznany), później wątpliwy rzut karny i błąd Pawełka po którym o mało co nie dostałem zawału. Ostatecznie wejście niedocenianego Łobodzińskiego dało nam dwie jego bramki i zwycięstwo 4:2. Legia zremisowała we Wrocławiu, a Lech ZDOBYŁ jeden punkt w Warszawie z Polonią. Zaznaczam „ZDOBYŁ”, ponieważ dwa gole ze spalonego każą mówić, że ten punkcik (pozwalający marzyć o mistrzostwie) został wyrwany w najbardziej bezczelny sposób. Mam nadzieję, że trójka sędziująca tamten mecz niedługo zmieni miejsce zamieszkania na Wrocław…
Przed ostatnią kolejką jasnym się stało, że Wisła potrzebuje jakichkolwiek punktów w ostatnim meczu. Pismaki węszyły, że Śląsk będzie chciał się zemścić za zamierzchłe brudy (sprzed 27 lat!). Wiśle wystarczał remis. Jak się okazało mogła nawet przegrać ten mecz, bo Lech (znów po dwóch golach ze spalonego) zaledwie zremisował, a Legia pomimo zwycięstwa i tak nie miała szans na wyprzedzenie Wisły.

Z ligi spadły Cracovia i Górnik. Czy Ekstraklasa dużo straci? Na pewno coś tam jej ubędzie, ale w zamian wracają Widzew Łódź i Zagłębie Lubin, co każe myśleć, że tak strasznie źle nie będzie. Wg mnie liga stanie się jeszcze ciekawsza. Wisła, Legia, Lech (standardowa trójka), do tego nieobliczalne Polonia Warszawa i GKS Bełchatów, wzmacniająca się Jagiellonia, Śląsk Wrocław z nowym właścicielem, oraz dobrze stojące finansowo Zagłębie i Widzew to już 9 drużyn, które swobodnie mogą się liczyć w walce o tytuł. Trzeba pamiętać, że w lidze jest lubiąca niespodzianki Odra Wodzisław, dobrze grający wiosną gliwiczanie, waleczni bytomianie oraz utrzymana rzutem na taśmę Lechia Gdańsk, a do tego rywalizujący już w tej chwili tylko z PZPN - Łódzki Klub Sportowy. Ostatnie miejsce w Ekstraklasie zajmie Arka Gdynia lub ktoś z trójki walczącej o baraż: Podbeskidzie, Korona Kielce i Znicz Pruszków. Liga za rok będzie, więc znów potwornie ciekawa. Czy tak jak teraz? Start – 31 lipca!

Powracając jednak do fetowania, bo to ono jest motywem przewodnim tego wywodu, było znów wspaniale! Wczorajszy dzień w ogóle wyglądał do pewnego momentu standardowo:
pobudka, śniadanie, poranny prysznic, spacer z psem. Później zaglądnąłem na wszystkie wiślackie strony, poczytałem forum, przygotowałem koszulkę i szalik, zjadłem obiad i gdzieś o 14.45 udałem się na mecz. O 15.15 znalazłem się pod Bagatelą i już widziałem fanów ubranych w szaliki Śląska. Jak mniemam – pochodzili z Wrocławia. Przesiadka na tramwaj, po chwili byłem już przy Biprostalu. Ostatni przystanek, pod stadion, przeszedłem w asyście wielu kibiców. Wejście do Restauracji u Wiślaków, jedno piwko, drugie piwko, chwila śpiewów i zmierzam ku stadionowi. Zostaję zaczepiony przez jednego z dorobkiewiczów i zapytany o to, czy nie chcę sprzedać biletów. Sam pytam, czy go przypadkiem nie pojebało i idę dalej Po paru minutach mijam kołowrotki, zostaję sprawdzony przez ochroniarzy i zmierzam ku wejściu na sektor. Trochę jeszcze opustoszały stadion po cichu podśpiewuje. Są też już kibice z Wrocławia. Zajmuję miejsce mniej więcej w środkowej części D3. I czekam. Rozmawiam też ze znajomymi z pewnej miejscowości na południe od Krakowa Mijają kolejne minuty. Na rozgrzewkę wychodzi Mariusz Pawełek. Po chwili wybiega reszta piłkarzy. Rozlega się głośne: „WISŁA! KRAKÓW!” a także: „WKS! WKS!”. Zaraz znów sektor wita kibiców, czyta swoje banały. Po chwili przedstawienie składów. I można zacząć mecz. Emocje i ciśnienie ogromne. Pozdrowienia dla „Baszcza” i „Zienia”. Naglę patrzę, na trybunę zmierza Baszczyński. Ciśnienie rośnie. Rośnie też wrzawa na trybunach. Głośne: „Baszczu z nami, z kibicami!” wita LEGENDĘ. Marcin wychodzi na gniazdo. Dziękuje kibicom za 9 lat. Dostaje niewiarygodny aplauz. Mecz trwa, doping rewelacyjny, pozdrowienia dla Zgód, „Jesteśmy Dumą tego miasta”, czy wreszcie „HSV” i wiele innych intonowanych przez Guliego piosenek uświetniają kapitalną, MISTRZOWSKĄ atmosferę. W 27.minucie trafia Sobolewski, a po chwili z trybun rozlega się: „Kibiców wola, zostawcie w klubie Sobola” i tak przez dobrych kilkadziesiąt sekund. Tytuł już o maleńki kroczek. Zaczyna się świętowanie. „Mistrz! Mistrz! Nasz TS!” oraz „Bo w Krakowie…” brzmią głośniej niż zwykle. Mijają kolejne minuty. Gdy rozlega się gwizdek kończący pierwszą połowę, dowiadujemy się, że w Poznaniu Lech prowadzi 1:0 (na co reagujemy radością, gdyż oznacza do spadek Cracovii) oraz, że w Gliwicach, gdzie grają nasi przyjaciele z Trójmiasta – Lechijka prowadzi 2:0! Nie muszę mówić, jaka była reakcja fanów przy Reymonta. Głośne „Lechia Gdańsk!” i „Lechijka nigdy nie spadnie!”, bo byliśmy już pewni, że gdańszczanie są utrzymani! W przerwie spiker przeczytał wystosowany przez Stowarzyszenie Kibiców Wisły Kraków list do Prezydenta Krakowa, Jacka Majchrowskiego, w którym przedstawiciele SKWK proszą o spotkanie i rozmowę w kwestii rozgrywania meczów przy Reymonta. Druga część meczu to już tylko fetowanie, nie tylko Mistrzostwa, ale i pozostania w Ekstraklasie naszych przyjaciół znad morza. Częste pozdrawianie Zgód, kilka przyśpiewek dla Śląska, ogrom pozdrowień dla Marka Zieńczuka i owacja na stojąco dla tegoż zawodnika, kiedy opuszczał plac gry. W chwili ostatniego gwizdka wystrzał fajerwerków i wspólne odśpiewanie: „We are the champions!” Piłkarze szybko zbiegli z murawy. Po paru chwilach otwarto bramy i wszyscy zainteresowani wybiegli na boisko! Gdy piłkarze powrócili w koszulkach z napisem: MISTRZ POLSKI 2009, odbyło się wręczenie wszelkich nagród dla Srebrnej Młodej Wisły, upominków dla „Baszcza” i „Zienia” oraz Pucharu za Mistrzostwo dla pierwszej drużyny Wisły Kraków!

Po wspólnym świętowaniu na stadionie kibice jednym, wielkim pochodem (i kilkoma mniejszymi), przenieśli się na krakowski Rynek! Fani Białej Gwiazdy oraz … Śląska Wrocław szli ulicami 3 maja i Reymonta, śpiewając niemal przez całą drogę na Stare Miasto. Gdy już szczęśliwie dotarli pod Kościół Mariacki i Sukiennice, rozległy się chóralne śpiewy i oczekiwanie na piłkarzy. Jeden z bardziej odważnych kibiców wspiął się na … pomnik Adama Mickiewicza, na który włożono czerwoną koszulkę. Stamtąd też, ów człowiek, przez całą fetę wymachiwał wiślacką flagą. Zawodnicy Wisły dotarli na Rynek specjalnym autobusem około godziny 21.00. Później przenieśli się na balkon Sukiennic i stamtąd wraz z nami, najwierniejszymi kibicami, fetowali DWUNASTY TYTUŁ MISTRZA POLSKI! Na szczególną uwagę zasługują ponowne pozdrowienia dla Marcina Baszczyńskiego („LEGENDA!!!”) i Marka Zieńczuka. Kibice skandowali każde, kolejno wyświetlane na telebimie nazwisko zawodnika oraz członka sztabu szkoleniowego, z Maciejem Skorżą na czele. Odpalono race, odśpiewano hymn Wisły Kraków oraz „ulubioną przyśpiewkę” Marka Zieńczuka: „JESTEŚMY DUMĄ TEGO MIASTA…!” Zabawa trwała przez długi czas. Później, piłkarze nas już opuścili, lecz wielu kibiców nadal świętowało. Niemal wszystkie ulice rozlane były ludźmi w czerwonych koszulkach, z szalikami na szyi. Zagraniczni turyści z niedowierzaniem patrzyli na to, co dzieje się w NAJPIĘKNIEJSZYM POLSKIM MIEŚCIE! A działo się naprawdę wiele! Kto nie był niech żałuje!

Do zobaczenia (miejmy nadzieję) za rok w tym samym miejscu i podobnym czasie!
Odpowiedz cytując