|
banasik - nie chodzi o to, że krytykujesz, bo krytykować można i trzeba. Ale dziś na tę krytykę zasłużyło tylko MU. Barcelona zagrała swoje. Dali się wyszumieć Manchesterowi w pierwszych dziesięciu minutach, które (gdyby padła bramka dla MU) mogły sprawić, że ten mecz potoczyłby się inaczej. Po tym wyprowadzili jedną akcję, gol, i jakoś im z górki poleciało. Grali szybką piłkę, pełną finezji, dokładności, mieli jakiś pomysł. Do tego wyglądali bardzo dobrze fizycznie. Manchester nie miał atutów, nie miał jakby chęci do gry. Poza jak ktoś wyżej wspomniał Ronaldo, Berbatovem i Tevezem. Dziwi mnie wyjście w pierwszym składzie Parka. Słabiutko zagrali Giggs i Carrick. Tragicznie spisali się Ferdinand i Vidić. Bezbarwny był (choć bardzo waleczny!) Rooney. Nic nie zmieniło wejście Scholesa. Nie widziałem na boisku Andersona. Gol na 1-0 ustawił ten mecz i Barca choć nie grała tak jak przeciwko Realowi, to bezwzględnie zasłużenie wygrała, a mówienie, że grali słabo, jest .......oną hipokryzją. Zresztą - wyniki tej drużyny mówią same za siebie. Potrójna korona - czy można czegoś więcej oczekiwać?
|