Takie coś na futbolnecie napisano:
Cytat:
Życzę Panu szczerze, żeby „Biała Gwiazda” nie zdobyła w tym sezonie mistrzostwa Polski. Dlaczego? Bo za chwilę uchylą okienko transferowe i znowu zamiast świeżego powietrza buchnie na nas - dobrze pod Wawelem znany - swąd strachu. W świat ruszy Paweł Brożek, a Pan kupi w jego miejsce kilku ambitnych praktykantów, którzy europejskie puchary oglądają w telewizji...
Dlatego właśnie życzę niepowodzenia.
Zastanowił się Pan dobrze, na co Panu ten tytuł? Potrafi Pan podać przynajmniej jeden argument przemawiający za tym, że wiślacki triumf miałby jakiś sens? Wiem, że nie.
Odkąd stał się Pan na Reymonta naczelnym dobrodziejem, piłkarze Wisły sięgnęli po tytuł mistrza kraju sześciokrotnie. Ile razy usłyszeli hymn Ligi Mistrzów w roli jej uczestników? Niech Pan dobrze policzy. Na spokojnie, bez pośpiechu. No i co? Zgadza się. Dokładnie zero. Że „Misiek” raz rzucał nożem, to ja wiem. Ale kolejne ciosy padały już legalnie - z buta albo „z bani”. Uderzali rywale wiślaków, prosto do siatki...
Schemat upadku za każdym razem był ten sam - wygrana liga, wielka feta na Rynku, a potem zero transferowego ryzyka i czekanie na kulawy fart. Ta cicha nadzieja, że może kiedyś uda się wejść do Europy przez drzwi od spiżarni, przyprawia już o wymioty. Nie wstyd Panu, że w pucharowych próbach Wisły najbardziej emocjonujący wątek to dzień losowania?
Funta kłaków są warte tłumaczenia, że padło na Real czy Barcelonę. Bo jeśli fortuna miała kaprys wskazać na słaby Anderlecht, to efekt był taki sam - grzecznie przyjęliśmy baciki na gołe plecy. A ślady zostały jak po kablu...
Proszę się nie gniewać za mocne słowa, ale trzeba wreszcie to rzucić wprost - tchórzostwo to Pana drugi cień. Wisła zawsze przystępuje do kwalifikacji LM wątła, bo boi się Pan sięgnąć głębiej do skarpety i wyłożyć tłuściejszy szmal na wzmocnienie drużyny. Na bitwę o Europę wysyła pan zespół z dmuchanymi szabelkami i w papierowych hełmach. Ciągle te same jasełka i ciągle ten sam kwik pokonanych...
Chyba najwyższa pora przestać mylić kontynentalne puchary z doroczną parafiadą w Myślenicach. I niech się Pan nie zastawia rozsądkiem ekonomicznym. Jeśli Pan nadal nie rozumie o co chodzi, to niech Pan już... wyprowadzi się z branży. Jest wiele sposobów na zabicie nudy, niekoniecznie tak kosztownych, jak szefowanie piłkarskiej firmie.
Można założyć hodowlę tchórzofretek, które są odmianą tchórza zwyczajnego. Można uruchomić produkcję pluszowych dzięciołów na baterie (tanie materiały z Chin), które bezmyślnie uderzają głową w to samo miejsce. A można też postawić okrągłą sumkę na nielegalne walki psów i zobaczyć, dlaczego ten bez zębów nigdy nie wygrywa...
Uciekając nieustannie przed ryzykiem, na pewno utrzyma Pan swoje miejsce w czołowej dziesiątce najbardziej majętnych Polaków. Sęk w tym, że nie wystarczy mieć. W futbolowej Europie pojęli to już dawno. Tam biedniejsi od Pana wiedzą, że Champions League to Liga Mistrzów - festiwal, który z paradą zalęknionych krezusów nie ma nic wspólnego.
Że dotykam Pana prywatnych pieniędzy? Robię to bez żenady. Bo mnie w ogóle nie interesuje, czyja kasa brzęczy. Czy się to Panu podoba, czy nie - piłkarski mistrz Polski to jest dobro narodowe. A Pan się chce bawić w prywatny folwark - w klubie, który jest od Pana dokładnie o pół wieku starszy. Nikt nie zapomina, że to Pan podniósł kiedyś Wisłę z kolan. Ale po starych oklaskach nie zostało nawet echo. Niech się Panu nie wydaje, że można w nieskończoność żyć orderami sprzed ponad dekady...
Dzisiaj polski kibic ma w ciemnym i wąskim poważaniu - kto, ile i na co wydaje. Polski kibic pragnie mistrza swojego kraju na Camp Nou albo na San Siro. Polski kibic chce kochać jesień za Ligę Mistrzów i za obietnicę przygody.
|
Nie da się ukryć, że trochę prawdy w tym jest, ale takie listy i tak nic nie zmienią.