Konrad. napisał(a):

|
Lech Poznań, miał nad namy 3 punkty przewagi, nad Legią dwa, nad Polonią cztery*... I trzynaście meczy do końca! Jak można mówić, o "wykapanym mistrzu"? Panowie, przecież to był tylko jeden mecz różnicy!
|
Po przedluzonej rundzie jesiennej mielismy nad Legia jedynie przewage lepszego bilansu bramkowego (i to o jednego gola), wiec nawet najwiekszy 'niepoprawny optymista' nie myslal wtedy o koronacji
harthausen napisał(a):

Druga sprawa to posada trenera w Lechu. Jak (co najbardziej prawdopodobne) mistrza nie ugrają to leci, patyczkować się nie będą. I tak Franz złapał przez moment Boga za nogi, trzy lata wszyscy dookoła w klubie tańczą, forsy jak gnoju, jeszcze trochę farta (o to nie można mieć mieć pretensji), no żyć nie umierać. Sam bym tak chciał .
|
Nie przesadzajmy. O ile dobrze pamietam pierwszy raz Smudzie "dziekowano" (z trybun) dopiero w tym sezonie. Do tego czasu mial naprawde wielu przeciwnikow, a grono to po rundzie wiosennej znacznie sie powiekszylo. Przez pewien okres mial tez bardzo zla prase. Generalnie przychodzac do Poznania spotkal sie z bardzo chlodnym przyjeciem, wiec, pomijajac kadre i zarobki, az tak idealnych warunkow na pewno nie mial.