Urbanowi chodziło bardziej o to, że bramki zdobyte na wyjeżdzie liczą sie "podwójnie". W sumie to troszke racji ma, bo grając w pucharach zasady są jasne i drużyny grając np. pierwszy mecz u siebie chcą wygrać jak najwyżej by mieć spokojny rewanż. Tymczasem wyobraźmy sobie sytuację, że np. Wisła w lidze gra pierwszy mecz u siebie z Piastem Gliwice. Wygrywa mecz 1:0 i nie ma większej motywacji do zdbywania więcej bramek, bo te nie będą sie liczyć w meczach ze słabeuszami. Po rundzie jesiennej okazuje się, że ten sam Piast włączył sie do walki o mistrzostwo i ma teraz ułatwione zadanie w meczu u siebie z Wisła, gdyż wie jaki wynik da mu zwycięstwo w bezpośrednim pojedynku.
W sumie to premiowanie bilansu bramkowego jest według mnie z korzyścią dla ligi, gdyż najsilniejsze zespoły z pewnością byłyby bardziej zmotywowane do strzelania większej ilości bramek.
Nie zmienia to jednak faktu, że tłumaczenia Urbana pod koniec sezonu są żenujące
