No i najważniejszy wybór przed nami!
Wybory do europarlamentu.
Opcje przed nami są dwie:
Opcja 1.
Olać. Bojkotować. Nie iść.
- czyli zezwolić, aby najgorsze szuje polskiej polityki wykorzystały swoje gazety i ogromną część mediów do swej politycznej agitacji, czego konsekwencją będzie masa tłumoków głosujących na wielkie i piękne nazwiska (np. "Ojeeeeej, ten Buzek jest taki w Polsce znany, na pewno jest polskim patriotą no bo go pokazują tak dużo w telewizji i jest sławny") przez co w europarlamencie Polska będzie reprezentowana przez darmozjadów, którzy podczas swojej kadencji oprócz podróżowania po świecie (wiecie ile zarabia miesięcznie europarlamentarzysta i jakie jego wydatki finansowane są z naszych podatków?) nie robi zupełnie nic, nawet nie ma obowiązku stawiania się na tych brukselskich posiedzeniach, bo już dostał ciepłą posadkę i nic więcej go nie interesuje. Jeśli nie wybierzemy KONKRETNYCH ludzi, to dostaną się najgorsi a my będziemy dalej gnić w rzadkim gównie.
Opcja 2.
- Wybór eurokandydata, któremu chcemy zaufać i wiemy, że idzie do Brukseli po to by reprezentować polskie poglądy, dbać o polski interes narodowy i zadbać o to, by Unia nie stawała się Eurokołchozem. Jeśli jacyś politycy nas zawiedli, naobiecywali cudów (tutaj dla ciekawskich niektóre obietnice PO, które po wyborach znikły już z ich strony internetowej -
http://www.tuskwatch.pl/index.php/na...iej-budowy-po/) to nie wybieramy ich po raz drugi, NIE dajemy im drugiej szansy. "Raz k...., zawsze k...." (G. Orwell)
Jeśli jakaś partia mówi głośno o tym, że jest przeciwko Traktatowi Lizbońskiemu, to znaczy, że broni suwerenności Polski i jakiegokolwiek naszego wpływu na to co się dzieje w Europie. Jeśli jest za Traktatem - tak jak POSLDPSL, to znaczy, że są już kupieni przez obcy kapitał (najpewniej niemiecki) i nie zakreślamy ich nazwisk w najbliższych wyborach. Jeśli jakaś partia jest "za, a nawet przeciw" Traktatowi (czyli PiS) mówiąc, że ogólnie to są przeciwko eurokonstytucji, ale prezydent po cichaczu podPiSuje wszystko co mu José Manuel Durão Barroso podetknie, to znaczy, że jemu też nie ufamy, bo najnormalniej w świecie KŁAMIE.
Wybór należy do nas, waga jego jest ogromna a los Polski jest w naszych rękach... Chyba, że ktoś z nas chce, abyśmy w przyszłości obudzili się w Orwellowskim "1984", w którym miliony ustaw unijnych będą kazały nam pod jakim kątem mamy sikać do kibla...