Markus napisał(a):

Wiele jeszcze mniejszych miast od Krakowa ma jeszcze większe stadiony. Dlatego to żaden argument. Poza tym, kibicami Wisły gotowymi przynajmniej od czasu do czasu przyjeżdżać na mecze są nie tylko mieszkańcy Krakowa.
A kto kazał Krakowowi budować trzy różne stadiony, zamiast jednego naprawdę porządnego?
Cieszę się, że Wrocław i Gdańsk postarali się o "wspaniałe obiekty", udowadniając, że ich budowa w Polsce jest możliwa i dlatego ubolewam, że Kraków się na to nie zdobył, budując obiekt gorszy wizualnie i pojemnościowo. Mniej wspaniały zdaniem UEFA. Wspaniałość innych obiektów w niczym nie ogranicza możliwości powstanie przynajmniej równie "wspaniałego" stadionu w Krakowie.
Tak jak wszędzie na świecie - do liczby widzów, którzy mogą go zapełnić w najważniejszych, a nie tylko "zwykłych" meczach. I do tego, że klub się rowzwija, albo nadal ma takie plany, że chce grać z jakimiś sukcesami także w Europie, co będzie skutkowało zwiększaniem, a nie zmniejszaniem ogólnej liczby kibiców.
Gdy słyszę argumenty typu: po co nam większy stadion, który prawie w ogóle nie będzie się zapełniał? - zawsze stają mi przed oczyma słowa B.Basałaja przed meczami z Lazio : "A po co Wiśle i polskim klubom podgrzewana murawa?" Po co budować coś, co znajdzie zastosowanie tylko parę razy do roku, zwłaszcza, że w Polsce zimą się nie gra?
To jest ten sam zły typ myślenia.
|
Markus wybacz, ale ja się z tym zupełnie nie zgadzam. Myślę, że przy planowaniu stadionów trzeba było zachować przede wszystkim racjonalne podejście.
Po pierwsze, to że Kraków nie ma jednego porządnego stadionu spowodowało to, że z kolegami zza Błoń trwa wymiana na noże, a nie na słowa, czy nawet pięści. Tego na razie nie będzie się dało zmienić i tyle - nie ma co spekulować.
Po drugie, ja się cieszę, że Gdańsk i Wrocław się postarały, i życzę im zapełnienia tych stadionów, ale biorąc pod uwagę przykład Portugalii, to gdy a nuż się te stadiony nie będą zapełniać, to nie muszę mówić, że będzie to spore budżetowe obciążenie dla miasta i w pewnej mierze dla klubu.
Po trzecie, żeby zapełniać stadion powyżej 30 tysięcy, to trzeba mieć albo bardzo silny marketing i jeden klub w mieście (Lech), albo masę wiernych kibiców (a tu chyba najlepiej ma Wisła), albo kupę kasy na lokalne "gwiazdy". Bo w 97% przypadków w grę wchodzi wariant trzeci, żeby zapełniać stadiony (nawet na szlagierach) trzeba zwabić "piknika". I ja szczerze wątpię, czy te polskie kluby rzeczywiście będą kłaść duże pieniądze na zawodników. Jednocześnie trzeba będzie odnosić jakieś sukcesy sportowe, bo bez tego ani rusz.
Po wtóre, stadion trzeba obliczyć, co innego jest pomieścić wszystkich chętnych na jeden mecz(50 tys.), a co innego radzić sobie w pozostałych meczach z 10 tys. Nigdzie nie ma frekwencji 100%, ale za to jest kilka miejsc, gdzie ta frekwencja wynosi 10%, a to już żadnej chwały nikomu nie przynosi.
Zresztą najlepszy przykład był w Kielcach, gdzie każdy pukał się w czoło, że po co 15 tys., że oszaleli, że tyle to będą mieli wnerwionych ludzi pod stadionem, którym zajęto wszystkie miejsca - i co?
Poza tym nasz stadion wygląda tak, że rzeczywiście w razie jakiegoś wielkiego boomu, dałoby się uwalić D i E, a w ich miejsce postawić dwupiętrówki, a wtedy pewnie do 40 byśmy dobili. Ja rozumiem Twój optymistyczny punkt ciągłego progresu, ale na razie proponuję przekonać się, czy rzeczywiście 33 tys. nie są dla nas za dużą kieszenią.