orzeu napisał(a):

Błysłeś 
Gdybys laskawie chcial poczytac innych w tym temacie to nie wypsiywalbys takich pierdół o "nieprewdzianym znikaniu owoca". Tak samo pewnie nie wiesz skad sie wzial na drzewie waz i w ogole Szatan. Nie chce mi sie tlumaczyc bo juz bylo, poszukaj slowa klucz "wolna wola".
|
Widzisz, z wolną wolą jest pewien problem. Istnienie choćby jednej wszechwiedzącej istoty osobowej sprawia, że wolna wola to tylko iluzja.
Jeśli wolna wola istnieje, to Bóg katolicki nie jest wszechwiedzący, czyli nie jest doskonały.
Wolnej woli i istnienia istoty osobowej obdarzonej wszechwiedzą nie da się logicznie pogodzić.
wolfy napisał(a):

To zupełnie nie tak. Kara wynika z naszej skażonej natury - znamy dobro i zło, miotamy się między nimi. Tak jak robili to nasi przodkowie, tak jak będą nasze dzieci. Wiem dobrze, że zasługuję na tą karę, na tę próbę w równym stopniu jak oni.
Dlatego to życie jest dla nas próbą.
|
Rozumiem, że postrzegasz grzech pierworodny jako część daru wolnej woli, jako próbę. Ok, mogę się z tym zgodzić. Jest jeszcze tylko jeden problem.
Cytat:
|
Do niewiasty powiedział: «Obarczę cię niezmiernie wielkim trudem twej brzemienności, w bólu będziesz rodziła dzieci, ku twemu mężowi będziesz kierowała swe pragnienia, on zaś będzie panował nad tobą». Do mężczyzny zaś rzekł: «Ponieważ posłuchałeś swej żony i zjadłeś z drzewa, co do którego dałem ci rozkaz w słowach: Nie będziesz z niego jeść - przeklęta niech będzie ziemia z twego powodu: w trudzie będziesz zdobywał od niej pożywienie dla siebie po wszystkie dni twego życia. Cierń i oset będzie ci ona rodziła, a przecież pokarmem twym są płody roli. W pocie więc oblicza twego będziesz musiał zdobywać pożywienie, póki nie wrócisz do ziemi, z której zostałeś wzięty
|
To też było częścią kary. Dlaczego ta część została rozciągnięta na całą ludzkość?
wolfy napisał(a):

|
Nie znasz planu zbawienia, nikt go nie zna. Nie masz żadnych podstaw by uznać decyzję Boga za "niedoskonałe" - nie masz ku temu odpowiedniej perspektywy.
|
Zdaniem katolicyzmu jak najbardziej mam. Otóż Bóg ponoć jest ostatecznym źródłem prawdy moralnej, jest też ponoć źródłem dobra. Do tego prawdy moralne są uniwersalne. Mogę ocenić Boga na podstawie uniwersalnych zasad, które mi przedstawił. Znając Biblię wiem jakimi metodami posługuje się Bóg i mogę te czyny ocenić.
To, że nie wiem do czego Bóg zmierza ma uniemożliwiać ocenę? Nigdy nie dowiem się do czego zmierzał Hitler. Być może gdyby miał okazję wprowadzić swój plan w życie na Ziemi faktycznie ostałby się wyłącznie naród wybrany i ludzkość byłaby bardzo szczęśliwa. Nie mam możliwości wykluczenia takiego rozwiązania. Mam natomiast biblijne zasady moralne, ponoć uniwersalne, które pozwalają mi ocenić, że metody działania Hitlera były jak najbardziej złe i na tej podstawie oceniam go jako złego. Jeśli Bóg jest moralny, ale muszę czekać na efekt jego działań, by móc go ocenić, to nie mam także żadnej podstawy by oceniać Hitlera, bo on być może też był moralny.
Moim zdaniem okrucieństwo Biblii świadczy o Bogu.
Możemy jeszcze założyć, że Bóg istnieje ponad moralnością, ale jakie wtedy mamy podstawy by uznać go za dobrego?
Oczywiście cały czas zakładam, że bycie dobrym jest jednym z warunków bycia doskonałością.
wolfy napisał(a):

|
A przyjście Jezusa było zapowiedziane, więc skąd pomysł o zmianie zdania
|
Jeśli Bóg wiedział, że Jezus będzie niezbędny nim ludzie nagrzeszyli to szlag trafia wolną wolę. Jeśli podjął decyzję później, pod wpływem działań ludzi to znaczy, że nie przewidział konieczności stworzenia Jezusa i nie jest wszechwiedzący.
wolfy napisał(a):

|
Cały fragment o "niedoskonałości" Jezusa jest bez sensu.
|
Czuł głód, zmęczenie, wątpił. Na moje oko to cechy niedoskonałego człowieka. Jak już wspomniałem nie warto sobie tym zawracać głowy, bo można to wytłumaczyć przyjęciem ludzkiego ciała, a o boskiej naturze Jezusa wiadomo stosunkowo niewiele.
sambo napisał(a):

|
łopatologiczna teologia własnego autorstwa - dobrze powiedziałeś wolfy i myślę, że JAKAKOLWIEK dyskusja z kolegą jovą mija się z celem - dlatego, że kolegę jovę nie obchodzi dyskusja a dopierdzielanie katolom.
|
Śmieszna sprawa. Jak dotąd to ty znacznie częściej "dopierdzielasz" mi niż ja "katolom" (pozwolę sobie użyć twego wyszukanego słownictwa). Sądzę, że wskazywałem błędy w tezach innych osób i szukałem argumenty podważających te tezy. Jeśli wymienianie się argumentami to twoim zdaniem "dopierdzielanie katolom", to obawiam się, że nie mam ochoty dostosować się do twoich standardów kulturalnej dyskusji.