|
Poniżej artykuł z dzisiejszej Krakowskiej przypominający fakty sprzed lat. Do tego grona jednak trzeba dodać czerwonego Jacusia, który sam dał pretekst do odrzucenia Krakowa słabo przygotowaną ofertą. Pamiętam jak dziś, że mało kto tak naprawdę wierzył w przyznanie Euro Polsce. W Magistracie początkowo uznano, że szkoda energii na nierealne sprawy, a do pracy zaprzęgnięto przypadkowe osoby.
To politycy z PiS załatwili Kraków
dziś
W Krakowie nie będzie piłkarskich mistrzostw Europy w 2012 roku! Taką zdumiewającą decyzję ogłosił wczoraj prezydent UEFA Michel Platini. Oznacza to, że działacze UEFA nie brali pod uwagę obecnego stanu przygotowań miast, lecz tylko "przyklepali" decyzje, które zapadły przed niemal trzema laty. Warto wrócić do tamtych dni, żeby przekonać się, komu Kraków zawdzięcza swoją - nie ma co ukrywać - porażkę.
Jeszcze za rządów Marka Belki, w maju 2005 r., wybrano Kraków jako jedno z sześciu równorzędnych miast mogących organizować mecze o mistrzostwo Europy. Wydawało się, że w rywalizacji z innymi miastami będziemy liderem. Mieliśmy przecież świetną bazę hotelową, doskonałe położenie blisko Ukrainy, piękne tradycje piłkarskie i rozpoczętą modernizację stadionu Wisły.
Wystarczył rok i objęcie rządów przez Prawo i Sprawiedliwość, by szanse Krakowa nagle zaczęły topnieć. W Warszawie na siłę szukano pretekstu, by wyrugować nasze miasto z rywalizacji o Euro 2012. A dwaj ówcześni ministrowie z Krakowa - Zbigniew Ziobro i Zbigniew Wassermann nie zrobili nic, by temu zapobiec. Ich bezczynność jest tym bardziej oburzająca, że interes polityczny i prywatną wojenkę z kojarzonym z lewicą prezydentem Jackiem Majchrowskim przedłożyli nad interes miasta i mieszkańców, którzy przecież na nich głosowali.
W naszych staraniach o organizację Euro 2012, już na samym początku jak najgorszą rolę odegrała sławetna komisja Piotra Gawrona, powołanego na tę funkcję przez Tomasza Lipca, ministra sportu w rządzie Kazimierza Marcinkiewicza (PiS).
W kwietniu 2006 r., jeszcze przed przyznaniem Polsce i Ukrainie organizacji Euro 2012, właśnie komisja Gawrona posadziła Chorzów i Kraków na ławce rezerwowych.
Absurdalne uzasadnienie tej decyzji przez Piotra Gawrona zszokowało krakowian. Mówił, że mamy zbyt słabą ofertę rekreacyjną miasta i regionu. Bajdurzył też o małej atrakcyjności turystycznej Krakowa (bo kibice wolą bardziej plażę i piwo w Gdańsku niż zabytki) oraz... małym doświadczeniu miasta pod Wawelem w organizacji imprez. Na koniec Gawron wyciągnął starą historię zranienia na stadionie Wisły włoskiego piłkarza Dino Biaggio i zbudował na tym obraz Krakowa jako miasta niebezpiecznego dla piłki nożnej.
Nie było więc wątpliwości, że decyzja o wytypowaniu miast organizatorów Euro ma cokolwiek wspólnego z realną oceną. Liczyła się tylko polityka i lobbing wpływowych działaczy. W tej bezwzględnej grze Kraków był osamotniony. Nie miał o nas kto walczyć.
Inni nie mieli tego problemu. Gdańsk wsparli m.in. Lech Wałęsa i mający wówczas świetne kontakty w świecie polityki Ryszard Krauze. Poznań miał poparcie ówczesnego premiera Marcinkiewicza, pochodzącego z Wielkopolski. Wrocław mocno lobbował. Kilka dni przed podjęciem decyzji przez komisję Gawrona, tamtejszy wojewoda oraz marszałek (obaj z PiS) zaprosili na kolację ministra sportu Tomasza Lipca. Dzień później ogłosili na konferencji, że Wrocław może być pewny swego. I to jeszcze przed ogłoszeniem decyzji komisji! Warszawa, co zrozumiałe, od początku była poza konkursem, bo bez niej Euro 2012 w Polsce nie byłoby w ogóle.
A Kraków był wówczas solą w oku rządu PiS, który nie mógł darować miastu prezydenta kojarzonego z lewicą. Będący u władzy politycy PiS obawiali się, że uwzględnienie w planach EURO 2012 Krakowa wzmocni jego prezydenta. A wybory samorządowe miały się odbyć już za kilka miesięcy.
Warto przypomnieć, że po przyznaniu Polsce mistrzostw, na czele Komitetu Organizacyjnego EURO 2012, ciała wówczas kluczowego, stanął Jarosław Kaczyński, a zasiadł w nim m. in. minister sprawiedliwości z Krakowa Zbigniew Ziobro.
Ten ostatni, zamiast walczyć o Euro dla Krakowa, skupił się na atakach na Majchrowskiego i tropieniu przez podległą mu prokuraturę rzekomych nieprawidłowości w rządach prezydenta Krakowa. Zbigniew Wassermann obudził się jak już decyzja zapadła i próbował ratować twarz, ściągając na stadion Wisły ministra Lipca.
Wczoraj politycy próbowali zrzucić z siebie odpowiedzialność i przenieść ją na władze miasta. Te ostatnie mają jednak podstawowy oręż w ręku. Raporty UEFA jasno pokazują, że ekipa Majchrowskiego wykonała kawał pracy i przygotowała Kraków do organizacji Euro. Niestety, tym razem kolor zielony, który dominował przy krakowskich inwestycjach w raportach UEFA, nie okazał się kolorem nadziei.
Zapamiętajmy ludzi, którzy odebrali Krakowowi szanse na organizację Euro 2012
Piotr Gawron
Szef sztabu Projektu Euro 2012, szef Rady Komitetu Wykonawczego, który nadzorował prace sztabu. Powołany przez rząd premiera Marcinkiewicza.
To właśnie on uznał, że Kraków ma słabą ofertę turystyczną i rekreacyjną. I posłał nas na ławkę rezerwowych
Zbigniew Ziobro
Najbardziej wpływowy poseł z Krakowa nie zrobił nic, by Kraków znalazł się wśród miast - organizatorów meczów na Euro 2012. Skupił się na walce z prezydentem Jackiem Majchrowskim zamiast na lobbowaniu kandydatury Krakowa, A wystarczyło, by szepnął słówko Jarosławowi Kaczyńskiemu
Tomasz Lipiec
Minister sportu, podwładny premiera Marcinkiewicza i premiera Jarosława Kaczyńskiego.
Wsparł kandydaturę Wrocławia. W październiku 2007 roku został zatrzymany przez CBA (w sprawie COS) pod zarzutem, między innymi, przyjęcia korzyści majątkowej
|