WzT napisał(a):

Wszystko co napisałaś jest dobrze ujęte ale całokształt całego posta psuje ten fragment powyżej.
Dokładnie to jest tak!
Jeśli myślisz że jest inaczej to po prostu sama mydlisz sobie oczy. Według mnie coś takiego jest gorsze od ateizmu bo taki człowiek stawia sprawę jasno: Niewierze i dowidzenia.
Ty zaś wierzysz ale nie stać Cię na poświecenie w tym wypadku pójście przynajmniej raz w tygodniu do kościoła.
To podobnie jak "kibic" wielki fanatyk który mieszka 50 metrów od stadionu, jest zdeklarowanym kibicem danej drużyny a nie był na żadnym meczu w sezonie, bo jakoś czasu nie miał czy się mu nie chciało.
Reasumując wygląda mi to tak że wiara kogoś kto nie chodzi do kościoła i wykręca się tysiącami innych powodów jest tak duża jak miłość tego kibica do klubu o którym pisałem wyżej.
|
Zdecydowałam się napisać, że nie chodzę, chociaż nie musiałam. Nie uważam się za lepszą od ateistów, natomiast otwarcie przyznaję, że gdzieś się sama pogubiłam w swojej wierze. Nie mydlę sobie oczu, po co? W jakim celu? Po prostu wierzę, że Bóg istnieje. Moje podejście do tego może być dziwne, ale jednak wierzę. Może nie jestem katoliczką, ale wierzę. Możemy jednak przyjąć, że nie. Nie ma to dla mnie większego znaczenia co myślą o tym inni.
Porównanie wiary do kibicowania jakoś średnio mi leży.