Wyświetl pojedynczy post
Wilku
lupus albus
 
 
Od: 09.2003

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#3437
Stary 12.05.2009, 11:17
Mareq napisał(a):Wyświetl post
Nie wiem kim są jewropejczycy .
Matołki Berlina.

Choć oni zapewne widzą się inaczej, cos w okolicach kryminalnego "Nigdy więcej".

Cytat:
Co ją dokładnie interesuje dowiemy się podczas kampanii wyborczej , ale biorąc pod uwagę praktykę i teorię działalności posłów w PE , to zakładamy , że interesuje ją interes (masło maślane ) Europejczyków w tym Polaków , jak i Polaków.
Buu.. ją powinien interesować nasz interes, jeśli inne rzeczy nie są przeciwko niemu niech sie buja w europejskość.
Cytat:
Są sprawy gdzie tworzy się prawo dla ogólnie pojętych europejczyków , które dotyczy wszystkich bez względu na narodowość jak i są sprawy (głównie o wymiarze nie prawnym lecz politycznym) , gdzie silniej akcentuje się stanowisko z punktu widzenia danego narodu a konkretniej rzecz biorąć państwa .
Jakoś wydaje mi sie że kazdy naród poradzi sobie bez biurw z Jewropy.

Cytat:
Twoje fobie niemieckie nie mają nic wspólnego z merytoryczną dyskusją.
Myślę , że jej standard jej życia prywatnego nie ma nic na rzeczy do wizji Europy , to jest już zupełna abstrakcja .
To nie fobie.

Jeśli jest "hepii" w swoim prywatnym życiu z Niemcem - ja jej mogę tylko pogratulować i życzyć aby tak było dalej.

Ale niech "księżniczka" prywaty nie przekłada na ogół.

Z drugiej strony cieszy mnie ich postępowanie (tj. Szwabów) bo zapewne skończą w mój ulubiony deseń,.. w każdym razie te kawałki literatury określają moją "miłośc" do Niemców:
Cytat:
"Zapalony stos

Nazajutrz już przed świtem ruch niebywały wszczął się w grodzie i najbliższej okolicy. Na błoniu nad Odrą, koło mostu, kopano wielką mogiłę, w której spocząć miało dwustu kilkudziesięciu wojów, poległych w walce. Po drugiej stronie wznoszono ogromny stos, na którym do ojców odejść miał Ścibor.
Nie wiadomo przez kogo i jakimi drogami rozniosła się wieść, że młodszy syn Ziemomysła, którego kochano powszechnie, gdyż ludowi bardziej przypominał dawnych książąt niż zamknięty w sobie i niezrozumiały Mieszko - wedle starego obyczaju ma być chowany. Ciągnęli zewsząd, chcąc cześć oddać ostatniemu Piastowicowi, który im uchodzące dawne czasy uosabiał i w którego sławie się kochali. Ludzie łączyli się w gromady i jak spod ziemi zjawili się pogańscy kapłani w białych szatach, z wieńcami jemioły na głowach, którzy w jasny dzień otwarcie wiedli ten tłum, niosący na obiatę kołacze, miody, zboże i mięsiwa, śpiewający dawne pieśni, zawodzący w żalu z płaczkami lub w skupionym milczeniu słuchający pieśni gędłków, którzy czyny Czcibora sławili.
Zapchały tłumy gród i błonia okoliczne, czekając rozpoczęcia uroczystości i przygotowując stypę, jaka dawnym obyczajem odbyć się miała po pogrzebie. Setki ognisk płonęło na błoniach, na których piekły się całe woły, owce, źrebięta i dziczyzna. Dla starszyzny zbijano z tarcic stoły i ławy, prowadzono do wodopoju konie i bydło. Kędy spojrzeć, skupiły się gromady ludu koło kapłanów, a w przyciszonym gwarze tłumu taiło się wrzenie.
Prochorus, późno wstawszy po nocy bezsennej, rozmyślał nad wczorajszym zajściem ze Stoigniewem. Zrozumiał, że obdarzywszy go z góry zdawkową pociechą, popełnił błąd. Stoigniew nie był już dzieckiem, by do kierowania jego umysłem wystarczała powaga dawnego nauczyciela i starszego kapłana. Tym bardziej należało się tego spodziewać, że wykształcenie, jakie otrzymał, stawiało go na takim poziomie, z jakim zazwyczaj nie mieli do czynienia kapłani wśród swych owieczek. Dochodził jeszcze wpływ Zbrozły, nowa, wysoka godność, a przede wszystkim wstrząs, jaki musiała w nim wywołać śmierć ojca.
Prochorus postanowił pomówić ze Stoigniewem, lecz nie było kiedy. Od rana bowiem Stoigniew zajęty był przygotowaniami do pogrzebu ojca, liczeniem i podziałem łupów oraz naradami ze starszyzną. Prochorus, wyszedłszy z dworca, widział kilkakrotnie Stoigniewa, lecz nie nadarzyła się sposobność spokojnego pomówienia. Natomiast to, co widział, zaniepokoiło go poważnie i przekonało, że rzucone wczoraj przez Stoigniewa w rozdrażnieniu słowa nie były czczą pogróżką, lecz w razie śmierci księcia zmienić się mogą w czyny o nieobliczalnych dla kraju następstwach. Spojrzenia, jakie rzucano na niego, gdy przechodził wśród tłumów, pełne były niechęci, a otwarta obecność pogańskich kapłanów, których istnienia w zwykłym czasie ledwo się można było domyślać, trwożyła Prochorusa. Wszystko wskazywało, że niebezpieczeństwo jest groźne. Przeciw niemu stawał sam jeden i czuł się bezradny.
Prochorus głęboko miał wpojone przekonanie o świętym posłannictwie, powadze i władzy Kościoła i miał odwagę bronić swych przekonań aż do męczeństwa. Żyjąc jednak od lat już w Polsce i stykając się z księciem i jego otoczeniem, umysł mając szerszy, rozumiał, że główną przyczyną wprowadzenia i warunkiem utrzymania i rozwoju chrześcijaństwa w tym kraju było zabezpieczenie od pozorowanych nawracaniem napaści ze strony sąsiadów. Pomału chowano młodzież i przyzwyczajano starszych do nowych form, a także treści chrześcijaństwa, a oto jedna zdradziecka napaść drapieżnego margrafa mogła zniszczyć pracę całych lat. Będąc zaś człowiekiem rzetelnym i żywiąc pewne przywiązanie do narodu, wśród którego pracował, nie mógł zaprzeczyć przed sobą, że w rozbrajaniu tego ludu chrześcijańskim miłosierdziem tkwiłoby oszustwo, gdy ci, którzy poprzednio pod hasłami nawrócenia zagarniali ziemię i tępili lud, obecnie, odrzuciwszy wszelki pozór, poczynający się chrystianizować kraj i naród dalej jeno za łup dla silniejszych chcą uważać.
Rozważywszy to, postanowił odnieść się z przedstawieniem do Ojca Świętego, lecz nie mógł tego uczynić bez porozumienia z Jordanem. Poza tym Rzym daleko, a niebezpieczeństwo bliskie.
Trzeba istotnie jeno Boga prosić, by księcia przy życiu zachował, a tymczasem pomówić jeszcze z nim, by zapobiegł zburzeniu własnego dzieła, zagrożonego przez choćby usprawiedliwiony odruch zemsty.
Przyszedłszy jednak do księcia, nie dostał się do niego. Zbrozło pod gardłem zakazał puszczać kogokolwiek, kogo sam Mieszko nie zawezwie. Nie pomogły żadne przedstawienia. Jedną jeno wyniósł Prochorus pociechę, że książę śpi spokojnie, a Zbrozło ma nadzieję, że wyżyje.
Pozostawało tylko pomówić ze Stoigniewem, a także ze Zbrozłą. Gdy to nie odniesie skutku, jechać musi natychmiast do Jordana. On tu jest pasterzem, może co z księżną uradzi.
Tymczasem gwarny, wietrzny dzień miał się ku końcowi. Słońce sczerwieniało nad zaodrzańskim borem, ogromne, spłaszczone. Różowe od blasków zachodu obłoki sunęły po niebie. Na wschodzie błękit ciemniał, po czym, zrazu nieśmiało, migotać zaczęły gwiazdy. Gasły zorze, natomiast blaski ognisk przeważać zaczęły nad ustępującym światłem dziennym. Wreszcie ogromna łuna zakrwawiła pociemniałe już niebo, a czerwony blask płomienia oświecił gród, częstokoły, wały i ścianę boru. Porywisty wiatr chwilami zgarniał różowe kłęby dymu i niósł je nad drzewami. Czasem języki i płachty płomienia odrywały się od stosu i leciały świecąc. To Stoigniew przytknął żagiew do ojcowego stosu i stał teraz w otoczeniu kapłanów i starszyzny, patrząc na świecące na szczycie, do koni przywiązane zwłoki Ścibora i Tarły, które to ukazywały się oczom milczących tłumów, to ginęły w obłokach dymu. Rozlegały się lamenty płaczek, a z tłumu szloch dawał się słyszeć.
Stoigniew stał i patrzył suchym okiem, póki widniała jeszcze postać ojca. Gdy stos zaczął się zapadać i żar uczynił się nie do wytrzymania, odwrócił się i szedł ku mostowi na Odrze, koło którego wśród szeregów Ściborowej drużyny, w pełnym uzbrojeniu, stali powiązani jeńcy, wybór Hodonowych wojsk.
Stali patrząc wraz z innymi na pogański obrzęd i szeptem zamieniali pogardliwe uwagi. Niech ich obecność uświetni pogrzeb tego chrześcijańskiego poganina. Nie wątpili o swym uwolnieniu, dość mają słowiańskich psów na zamianę i okup ze zrabowanego mienia zapłacić mogą. Pokpiwać zaczęli półgłosem ze Stoigniewa, który w otoczeniu starszyzny zatrzymał się przed nimi. Niech jeno Polanie zostaną z takim wodzem, łatwiejsza będzie robota niż ze Czciborem i Mieszkiem, o którym przypuszczali, że również nie żyje. Jeno wrócić tu jak najprędzej. Na przekorę milczącym, smutnym tłumom wesołość ich zaczęła ogarniać. Warto i więzy mieć na rękach, byle brać udział w takiej uroczystości.
Stoigniew stał i patrzył, jakby chciał coś rzec, więc zaciekawieni milknąć zaczęli i zapanowała cisza, jeno opodal huczał i trzaskał płomień pożerający stos.
Wśród tej ciszy rozległ się czysty i jasny głos Stoigniewa. Zdziwienie ogarnęło lud i jeńców, mówił po niemiecku:
- Był u nas zwyczaj, że na stosie poległego wodza żywcem jeńców palono. My chrześcijanie, więc jeno głowy wam zetniemy, byście tu już nie wrócili. A kto by chciał duszę oczyścić i tego mu nie wzbraniam.
Wskazał na stojącego obok Prochorusa. Pogardliwie ruszył ramionami, gdy posypały się z gromady jeńców złorzeczenia i przekleństwa, i skinąwszy ręką, ruszył na most.
Prochorus przerażony przyskoczył do niego.
- Czego chcecie? - zapytał zimno Stoigniew.
- Mordować każecie bezbronnych?!
- Nie złowiliśmy ich na ich ziemi przy pługach i barciach, lecz z bronią w ręku na naszej.
- Chrystus miłosierdzie nakazuje!
- Czy tylko nam?
- Zostawcie karę Bogu!
- Bez woli Bożej włos nie spadnie z głowy człowieka. Takeście mi wczoraj rzekli. Widno Bóg ich ukarze przez nasze ręce.
Prochorus widząc, że nic nie wskóra, zwrócił się do stojącego obok Zbrozły:
- To wasza nauka! Ale wy pomyślcie, skoro ten młodzik o tym nie myśli, że cesarz mścić się może za nieludzkie wycięcie tylu najświetniejszego rycerstwa.
Zbrozło patrzył dziwnym wzrokiem na mówiącego, po czym odparł:
- Cesarz potrzebuje pieniędzy na italskie wyprawy, to nam zemstę swą odprzeda. A nauka to cesarska. Nad Rzeknicą wyrżnąć kazał wszystkich jeńców słowiańskich na ich własnej ziemi, a kupę ich ścierwa ukoronował żywym Suchosławem, któremu oczy i język wyrwano. Z pala patrzyła na to głowa Stoigniewowego imiennika i czcigodni biskupi z cesarskiego orszaku, z których żaden ni słowem za mordowanymi się nie ujął.
Zmieszany Prochorus nie wiedział, co rzec. Po chwili jąkając się zaczął:
- Tak, ale to byli...
- Słowianie! - dokończył Zbrozło i nagle wśród ciszy rozległ się jego przytłumiony, drewniany i zgrzytliwy śmiech, a oczy, świecące czerwonym poblaskiem stosu, utkwił w Prochorusie. Prochorus twarz zasłonił i odwróciwszy się uchodził szybko do grodu. Tłum rozstępował się przed nim w milczeniu.
Księżyc dźwignął się zza borów i białe jego światło walczyć zaczęło z blaskami przygasającego stosu, gdy kończono rżnąć jeńców. Kiedy ostatnie ciała z pluskiem rozbijały gładką powierzchnię rzeki, bryzgi wody z czerwonych uczyniły się białe. Lud w milczeniu podążał ku grodowi, by zasiąść do stypy.
Stoigniew czekając, aż popioły na tyle ostygną, by je zebrać można, stał i patrzył w tajemniczą głębię Odry, która dopiero co pochłonęła tyle ciał, a teraz płynęła spokojna i chłodna jak zawsze. Do Stoigniewa przystąpił Zbrozło. Stanął obok, spozierając również na rzekę. Po chwili, jakby czytając w myśli Stoigniewa, rzekł:
- To, com ci dziś uczynić pozwolił, to jeno jakbyś palec uciął potworowi, co ma sto rąk. Do serca mu się dobrać trzeba. Przyjdzie czas, że całe to plemię najeźdźców popłynie z powrotem w ciemności, z których wyszło. I kijem nie nauczy wilka trawy jeść.
Stoigniew zwrócił się do odejścia i odparł:
- Będę gryzł palce, póki serca nie potrafię. Żal mi jeno, że nie dostaliśmy Hodona. Czy Dzik z pościgu wrócił?
- Nie wróci on już - odparł Zbrozło. "
i

Cytat:
- To jeszcze chleb masz pewnikiem. Dałbyś. Młody sięgnął z ocią-
ganiem do sakwy i wydobył glon chleba, przełamał i wręczył część
nieznajomemu. Myślał, że ten zacznie jeść chciwie, bo wyglądał na
wygłodzonego, ale on patrzył z nabożeństwem i szeptał:
- Chleb jedzą... i źle im.
Kiwał głową w zadumie; młody zeźlił się i warknął:
- Cóż wydziwiasz, jakbyś chleba nie widział? Nieznajomy popa-
trzył na niego szklanym wzrokiem i odparł cicho:
- Ja widziałem. Ale moje dzieci już nie widziały.
- Tedy wróć im pokazać - rzucił młody drwiąco, ale zacisnął wargi,
gdy obcy odparł:
- Wróciłbym... i po śmierć... jeno nie ma do kogo.
- Pomarły? - zapytał młody, stropiony. - Zdechły... z głodu.
- Powiadaj!
- Dużo by mówić... choćby do świtu.
- Gadaj! Mamy czas.
Słuchał z przymkniętymi oczyma. Chwilami rzucał spojrzenie na
mówiącego, jakby chciał sprawdzić, że to nie zły sen. Łużyczanin
mówił spokojnie, nie o sobie, jeno o doli nieszczęsnego plemienia,
które na śmierć skazano za to jeno, że według innego obyczaju żyło,
i które już umarło. Młodzian nie chciał słuchać więcej i zarazem nie
chciał przerywać mówiącemu, jakby się spodziewał, że przecie coś
usłyszy, co rozjaśni ponury obraz, pozwoli żywić nadzieję. Ale Łuży-
czanin ciągnął:
- Nie nazwą cię inaczej niż psem. Nie dotkną inaczej niż nogą.
Nędzny kawałek ziemi, który ci z ojcowizny został, drewnianą sochą
skrobać musisz, bo z żelaza niewolnik mógłby uczynić miecz. Nie za-
grzejesz się w chacie, bo komina mieć nie wolno. Mógłbyś upiec
chleb, a skąd mąka, jeśli żaren też mieć nie wolno? Co z sierocej zie-
mi wydusisz, na daniny prawic starczy. Nie urodzi się, twoja strata,
zabiorą ostatnią krowę, byś kropli mleka nie miał dla dziecka. A do
sprzężaju żonę i dzieci brać możesz... jeno ich karmić nie ma czym.
Coś się żonie poobrywało na wnętrzu... poszła. Za nią dzieci... po
młodszeństwie. Dziwne ci, że wolałbym wołem być? Wół nic ma żo-
ny ni dzieci, nie musi patrzyć, jak zdychają. Nie myśli. Nie dasz mu
żreć, uwali się, nie pójdzie, choćbyś ubił. A nowego kupić trzeba.
Człek darmo przychodzi. Nas wygubią, do was przyjdą. Nie bój się!
Na te słowa siedzący wyprostował się i rzucił zawzięcie:
- Nie boję się. Nie przyjdą.
- Głupiś - bezbarwnie odparł nieznajomy. - Nie wydojona krowa
ryczy.
Młody żachnął się, ale towarzysz ciągnął, jakby tego nie zauważył:
- Cóżeście, Dziadoszanie? Ilu was jest? A wiesz, ilu Niemców?
I cesarz wszystkich w garści dzierży i głosi, że świat cały jego. Nie
przyjdzie do was dziś, to jutro. Nie obronicie się.
Młodemu zaświeciły się oczy. Odparł żywo:
- Mój dziad opowiadał, że jego dziad w Niemczy był, gdy przy-
szedł cesarz z Niemcami. Jeszcze pogańskich Lutyków w pomoc
przybrał. Nie wskórali nic. I my się obronim.
- Dziadoszanie?
-Nie samiśmy. Są jeszcze Bobrzanie i Trzebowianie, Gołężyce,
Opolanie i Ślęzanie. Nie damy się.
- Gołężyce przecie do Czech odpadli. Z nimi cesarzowi, a nie wam
będą pomagać. Wszystkich was razem za mało.
- Głupiś! - popędliwie rzucił młody. - Niemcza się obroniła, bo
wiedzieli, że przyjdzie Chrobry z Polanami, Wiślanami i innymi.
Przyszedł i zbił cesarza.
- Jeno nie ma już Chrobrego. Słyszałem ci o nim. Pieśni u nas pie-
ją... gdy panowie nie słyszą. Onże wszystkie ludy, co Słowem mówią,
zebrać chciał razem. Za Łabę
byśmy przegnali duków i margrafów,
hercogów i ritterów, skąd przyszli... A tak!
Urwał i zadumał się, a po chwili dodał:
- Człek sam jeden ani się wilkom nie obroni, choćby jaki mężny.
Zdychać przyjdzie.
- Cóż nam kraczesz? Za nami książę Bolko stoi. I on chrobry jest,
naddziadowe państwo zjednoczył, zdradźcę Zbigniewa wyganiając.
Nie damy się.
- Daj to Bóg! Niechby nas choć pomścił."
Sam widzisz że mój nawet nie sienkiewiczowski, a bunschowski światopoglad miłości polsko - niemieckiej nie uwzgędnia.


Cytat:
Wskazuąc przykłady na to iż popełniasz błąd uwzględniając tylko mechanizm ERM jako lampę przyciągającą spekulacyjne ćmy , leję wodę ?
Nie ERM jest zła wszelkiego przyczyną i trzeci raz się nie będę powtarzał .
Słowacja to jakiś nowy przykład mitmomanii ?
Ziewanko.

I właściwie masz racje, tu nie o ERM chodzi, tu chodzi o całe papierowe gówno, a wystarczy troszke historii liznąć.. i nie mielibysmy tego bajzlu... które nas toczy obecnie... echh a wystarczy poczytać średniowiecznych kronikarzy, zwykły mnich takie słowa wsadza umierającemu wujowi Chrobremu do ust..:

Balcerek i reszta towarzycha korepetycje u Kosmasa brac powinna.. :]

Cytat:
Na pewno żadna klęska, żadna zaraza ani śmiertelność, ani spustoszenie przez nieprzyjaciół całej ziemi łupiestwem i pożarami, więcej by nie zaszkodziły ludowi Bożemu niż częsta zmiana i zdradliwe pogarszanie monety. Jakaż zaraza, albo jakaż piekielna czarownica niemiłosierniej ogołaca, gubi i osłabia chrześcijan niż oszustwo władcy w monecie? Ale jednak później, gdy zestarzeje się sprawiedliwość i wzmocni nieprawość, powstaną nie książęta, lecz złodzieje, nie rządcy ludu Bożego, lecz niegodni zdziercy, najbardziej chciwi ludzie bez miłosierdzia, nie bojący się Boga wszystkowidzącego, którzy trzy lub cztery razy w roku zmieniając pieniądz wpadają w sidła diabelskie na zgubę ludu Bożego. Takimi bowiem niegodnymi sztukami i przez lekceważenie praw ścieśnia się granice tego królestwa, które ja dzięki łasce Bożej i bogactwu ludu rozszerzyłem aż do gór nazwanych Tatry, znajdujących się za Krakowem.Albowiem pochwałą oraz zaszczytem króla są bogactwa ludu. Nie jemu ciężkie ubóstwo, lecz panu, któremu służy". Miał zamiar więcej mówić, lecz w ostatniej godzinie zdrętwiały usta księcia i szybciej, niż to powiedzieć można, zasnął w Panu i stał się wielki płacz po nim; dzień zaś jego zgonu jest 7 luty roku od wcielenia Pańskiego 999.
Widzisz Mareq, zamiast się poduczyć, i czerpać pełnymi garściami z cywilizacji łacińskiej, to te gnoje siędzące w róznych NBP (narodowych i nienarodowych) kombinują jak nas ostrzyc (jestem delikatny - okraść to właściwe okreslenie)..

Ale to się końcy

Zerknij na ps. :]

Cytat:
Co ma wspólnego wolność osobista z suwerennoścą państwową ?
Dobre pytanie.

Zapytaj tych co są aresztowani na podstawie europejskiego nakazu aresztowania czy jak to sie zwie...


Cytat:
Poza tym jest to bardzo głupie porównanie , bo nie jesteś ograniczony tylko tym ,że ktoś Ci będzie groził czy to fizycznie czy psychicznie
Państwo suwerenne musiało by się całkowicie oprzeć globalizacji i wycofać ze społeczności międzynardowej
Takich skansenów w zasadzie nie ma .
Cholera, ale ci Chinole zacofani...



Cytat:
A te które można pod tą kategorię na siłę podciągnąć , to raczej nalży je wskazywać jako anty-wzór.
Zresztą same pojęcie suwerenności jest ogromnie niedoprecyzowane , więc dziwi mnie ta Twoja pewna i zbywkowa odpowiedź .
Nie jest nie doprecyzowane.

Wystarczy zwykły eksperyment - mamy w d... VAT. Prawda, to tylko drobnostka podatkowa, możemy go cofnąć?

Cytat:
Nie wiem a w Europie ?
W Szwecji przymnkneli jednego pastora - więc nie wiem jak z TĄ wolnością.
Cytat:
Jednak zakładajć , że ta władzuchna którą teraz obficie krytykujesz miała by twarz czerwonej chińskiej oligarchii , to Twoje życie wyglądało by marnie .
Na system sprawiedliwości chiński czy na brak tej okropnej polit-poprawności panującą w Chinach się raczej nie ma co powoływać , grząski grunt .
Peszek..

.. dowcip w tym że oni aż tak nie ograniczają ludzi. Wiecie że trzymamy was za mordę ale interesy róbcie, w imie chwały chin. Wsio.



Cytat:
Wojna ? Bez przesady .
Zresztą dobrze , że napisałeś ile trwa ..
W raju totalitarnych chin sprawa zajeła by pewnie maks 24 h , konfiskata majątku , kulka w łeb albo kamieniołom
Oczywiście po sprawiedliwym procesie
Ziewanko.

Jeszcze nie jestesmy na tym etapie rewolucji. (Inna kwestia że u nas są głownie cipy, a nie kolesie z jajami więc..)

Cytat:
No właśnie tym ,że tutaj możesz zadwać tego typu pytania a tam nie :]
Różnica zawarta w kilku słowach a w swojej ogólności gigantyczna .
Watpie.

Zioram ze wzgledu na elektronike na kitajskie portale (zazwyczaj sa do przodu od kazdych innych) i wolność tam panuje spora póki w politykę sie nie bawią (ok. nie znam kitajskiego, ale mam np. znajomego który woli tam mieszkać niz w Nipponie, dureń czy co?)

Cytat:
Wilku nie wiem czy zrobiłeś to celowo czy przez nieuwagę , ale to moje zdanie tyczyło się wypowiedzi snemesisa

..Powstanie wspólnoty europejskiej a niedługo nie daj Boże Unii Europejskiej to największa klęska naszych czasów''

i było czystą tego zdania karykaturą , którą należy traktować z przymróżeniem oka .
Ja raczej staram się powstrzymywać od tak niemerytorycznych i pompatycznych stwierdzeń.
Nie wiem - Mareq cytowałem Ciebie i tyle, posty itd.. chyba sie zachowały ; )


PS.
Cytat:
Koniec złota na Liffe

czyli ktoś powiedział: sprawdzam

NYSE Liffe, organizacja znana w Europie jako operator rynków opcji i kontraktów terminowych w Londynie, Amsterdamie i i kilku innych stolicach, zastartowała jakiś czas temu nową giełdę towarową w Ameryce - NYSE Liffe U.S. Przeniesione tam zostały ostatnio operacje złota i srebra dawnej CME Group z Chicago. Dla inwestora w metale szlachetne istotna jest jedynie informacja że jest to alternatywny do- i znacznie mniejszy od Comexu rynek kontraktów terminowych i opcji w złocie i srebrze.

Rynek może i mały ale za to nie pozbawiony ciekawostek. Jedną z takich ciekawostek na Liffe są dostępne tam kontrakty "mini-gold" opiewające na 1 kilo złota (ekwiwalent 32 uncjowych krugerrandów, z groszami). Normalnie kontrakt terminowy opiewa na 100 uncji, ilość z grubsza trzy razy większą. Właśnie w związku z tymi kontraktami "mini" NYSE Liffe niedawno stała się przedmiotem docinków kiedy okazało się że skończyły się jej sztaby kilowe. Po prostu - finito. Trzeba w tym miejscu dodać że ze złotem, szczególnie w warunkach wzmożonego popytu, nie jest tak jak z cegłami na budowie - zadzwoń do składu i dowiozą ile trzeba.

Nie byłoby z tym żadnego problemu gdyby tak jak za dawnych dobrych czasów giełdy towarowe handlowały samym papierowym złotem. Nikomu poza garstką nieuleczalnych goldbugów do głowy nie przychodziła wtedy realizacja kontraktu w złocie fizycznym. Te czasy żarliwej wiary w pieniądz papierowy odeszły jednak już dawno do lamusa. W obecnym czasie kryzysu finansowego i zanikającej wiary we fiat money inwestorzy domagają się brzęczącego metalu. W tym celu zaczęli masowo wykorzystywać dostępną jeszcze furtkę do fizycznego złota po cenie bliskiej spot jaką jest zrealizowanie tzw. delivery. Przy delivery inwestor odbiera zakupiony towar w naturze. Zamiast gotówką kontrakt jest zatem zamykany dostawą fizycznego towaru.

Oczywiście w ropie naftowej, soku pomarańczowym czy półtuszach wieprzowych może być to dosyć kłopotliwe. Co robić na przykład gdy TIR prosto z giełdy rozładuje nam w ogródku kilkanaście sztuk bydła rzeźnego? W złocie jednak fizyczna realizacja kontraktu trudna nie jest, zwłaszcza gdy chodzi o kontrakt "mini". Zakupiona sztabka kilowa ma wielkość dwóch niewielkich czekolad złożonych razem i z łatwością mieści się w kieszeni. Czemu zatem nie odebrać swojej inwestycji w naturze, w pięknym, błyszczącym metalu królów?

Otóż z tym właśnie na NYSE Liffe jest pewien problem. Z uwagi na duże zapotrzebowanie (któż by mógł przypuszczać - ;-) zabrakło tam, jak wspomnieliśmy, sztab kilowych. Na szczęście tamtejsze czerwone krawaty wpadły szybko na innowacyjne rozwiązanie - dzielona własność. Odpowiednią zmianę w regulaminie podpichcono w takim pośpiechu że zastała ona wielu inwestorów z otwartą pozycją zakupioną jeszcze wg. starych zasad.

Na czym zmiana polega? Proste. Zamiast swojej sztabki kilowej inwestor otrzymuje papier z solennym zapewnieniem że jest szczęśliwym posiadaczem 1/3 udziału w większej sztabie. W tym przypadku chodzi o sztaby stu uncjowe, które jednak na wszelki wypadek pozostają tam gdzie były. Podważa to oczywiście sam sens pozycji w złocie fizycznym której całą ideą jest wejście w prywatne posiadanie prawdziwego złota a nie papierowej obietnicy. Inwestorów którzy przyszliby po odbiór swojego złota z piłką do metalu NYSE Liffe podobno odgania. Cięcie większych sztab jest no-no. Za dużo cennych opiłków. Co więc ma robić przewidujący inwestor chcący zakupić własną sztabkę i zakopać ją pod własną gruszką? Musi teraz dokupić dwa inne papiery na pozostałe 2/3 udziału w sztabie większej i następnie wymienić je na tą większą sztabę.

Dobre i to. Grzywa się jednak jeży na Debecie gdy pomyśli co jeszcze wymyślą giełdy towarowe kiedy więcej inwestorów się kapnie że cyrkulujący tam papier tylko w części ma pokrycie w złocie (nie mówiąc już o srebrze). Kiedy zażądają oni swojej działki w naturze może zabraknąć także sztab 100 uncjowych. Ostatnią linią obrony będą wtedy chyba papierowe udziały w sztabach 400 uncjowych. Być może też trzeba będzie zakopywać takie sztaby do spółki z sąsiadem dokładnie na granicy działek... ha, ha, ha.

No dobrze, a co będzie gdy zabraknie także sztab 400 uncjowych? Otóż podejrzewamy że wbrew pozorom żadnego problemu wtedy nie będzie. Po prostu COMEX i NYSE Liffe solidarnie zbankrutują a złoto fizyczne będzie powszechnie niedostępne po dowolnej cenie.
http://dwagrosze.blogspot.com/2009/0...-na-liffe.html

Tristan, Scytowie, Niniwa 2, Prawicowe czytanki, St. Michalkiewicz, NSZ, Keine Grenzen
Lew Dawidowicz Bronstein vel Trocki: ''Należy wysunąć hasło rewolucyjnego unicestwienia państwa narodowego. Domowi wariatów kapitalistycznej Europy, trzeba przeciwstawić program Socjalistycznych Stanów Zjednoczonych Europy, jako etap na drodze do Zjednoczonych Stanów całego świata''.