|
kilka lat temu szliśmy z kumplem z mocno zakrapianej imprezy.Postanowiliśmy sobie skrócic droge przez tory kolejowe w nieoznakowanym miejscu , po drodze coś mnie jednak tkneło żeby wejśc do całodobowego sklepu żeby sobie kupic jakaś wode mineralną na rano na kaca i karte do telefonu.Troche sie w tym sklepie zagadałem ze sprzedawczynią a w tym czasie mój kumpel nie mogac sie na mnie doczekac poszedł do domu sam przez te tory kolejowe.Rano sie dowiaduje że go pociąg rozjechał.On był katolikiem, głęboko wierzącym ja od lat do kościoła nie chodziłem.Wydaje mi sie że wiec że Bóg nie ingeruje w nasze przyziemskie sprawy.Wszytskim rządzi przypadek.
|