W Polsce religia to przeciekawa sprawa.
Wiadomo, jako katolicy, deklaruje sie u nas chyba ponad 80 % Polaków. Część rzeczywiście chodzi, a część to ci niepraktykujący, ale wierzący. Poza tym jedni należą do kościoła "inteligenckiego", łagiewnickiego,, czy jak to tam zwał, a drudzy do tego spod znaku Naszego Dziennika i Radia Maryja. To znaczy tak mówią

Do tego jeszcze odzywają się najbardziej "nowoczesne" i "fajne" i w ogóle wow głosy tolerancyjnych europejczyków. Oni każdemu wierzącemu powiedzą, że wiara to lipa, że w ogóle tradycja to bzdura, że trzeba z duchem, naprzód...
Właśnie mi się przypomniało. Wcale nie tak dawno jedna dziewczyna powiedziała mojemu przyjacielowi, że to właściwie nie jest tak, że ona nie wierzy. Nie może tak o sobie powiedzieć. Ona wierzy w to, co sobie wymyśli.

Ta cała mieszanka, plus działalność kościoła, która jest różna, sprawia, że ogólnie jest ciekawie.
A wracając do pytania w pierwszego posta...
Chodzę do kościółka.
I raczej przychylałbym się do stwierdzenia, że coraz trudniej o mądrego księdza...