Czemu nikt nie przyczepi się do Zieńczuka, który grał padło?
Dlatego, że rok temu wszystko mu wychodziło? I co? I teraz ma taki kredyt, że może wszystko partolić, a i tak jest nietykalny?

Łobodziński w pierwszej połowie nie grał źle, jego występ oceniłbym na 6+. A gdyby zamiast w poprzeczkę trafił do bramki to teraz pewnie wszyscy krytykanci siedzieliby cicho.