Ja osobiście regularne przygotowania do matury obiecywałem sobie od września. Wyglądało to mniej więcej tak:
-
wrzesień - "Dopiero wrzesień, gdzie tam do matury. Zacznę sobie od nowego roku"
-
1 stycznia - "Hmmm, nowy rok... do matury 5 miesięcy. Za wcześnie, pozapominam! Po Studniówce"
-
1 luty, dzień po Studniówce - "Jaka nauka?! Spokojnie, zacznę we ferie"
-
początek ferii - "A pierwszu tydzień posiedzę sobie w domu, pogram trochę na hali w piłę, na kompie. Drugi pojadę z dziewczyną za miasto odpocząć"
-
po feriach - "Cholera, już koniec lutego. 2 miesiące...A przedmioty bieżące? Muszę przypilnować żeby sobie nie zawalić wszystkiego". Tutaj się pouczyłem trochę WOSu, całe dwa dni

-
1 kwietnia - "Trzeba już coś zacząć się uczyć, już naprawdę nie dużo czasu". Nic bardziej mylnego. Początek kwietnia aż do +/- połowy miesiąca przespany
Finał: do matury, na dzień dzisiejszy, umiem 100 na 250 stron WOSu (sam podręcznik). Mam dwie przerobione dobrze lektury (na 28 utworów). Praca na ustny polski nie zaczęta.
Ile się uczę?
Od ok 8:00 do 12:00 (lektury) oraz od 21:00 do 01:00 (lektury i WOS).
Ale wierzę w siebie

I jestem bardzo pewny siebie, nie boję się.
Ciekawostka: ustna matura z polskiego 11 maja. 10 maja mecz z Legią. Nie odpuszczę jak żadnego innego

Reszta standard- polski 4.05, angielski 5.05, WOS 6.06, polski ustny 11.05, angielski ustny 20.05. Damy radę?
