Wyświetl pojedynczy post
kalashnikov2
Senior Member
 
Od: 02.2008

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#3366
Stary 22.04.2009, 23:05
Prokuratura podejrzewa Cenckiewicza i Gontarczyka o ujawnienie notatki UOP

ceg , man , mk , pap , tvn24 , zyt 22-04-2009, ostatnia aktualizacja 22-04-2009 19:09
Prokuratura Okręgowa w Bydgoszczy prowadzi śledztwo w sprawie możliwości ujawnienia tajnych dokumentów w wydanej przez IPN książce Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka "SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii".
autor zdjęcia: Rafał Guz
źródło: Fotorzepa
Sławomir Cenckiewicz i Piotr Gontarczyk

+zobacz więcejW załączniku publikujemy strony 471- 474 książki "SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii"
Za co prokuratura ściga Gontarczyka i Cenckiewicza? Jak się dowiedzieliśmy, w śledztwie chodzi o ujawnioną przez historyków notatkę służbową z UOP z 1991.
Rzecznik bydgoskiej prokuratury Jan Bednarek poinformował tylko (potwierdzając informację portalu trojmiasto.pl), że "śledztwo dotyczy ujawnienia w 2008 r. tajemnicy państwowej przez zamieszczenie w jawnym dokumencie treści zawartych w dokumencie objętym klauzulą tajności".
– Postępowanie zostało wszczęte 9 stycznia przez Prokuraturę Okręgową w Gdańsku, ale Prokuratura Apelacyjna przekazała nam sprawę do prowadzenia w połowie marca - powiedział rzecznik. Zarówno Bednarek, jak i rzeczniczka gdańskiej Prokuratury Okręgowej Grażyna Wawryniuk odmówili podania, jakich dokumentów dotyczy śledztwo, argumentując to klauzulą tajności postępowania.
"Rz" ustaliła, że źródłem kłopotów historyków jest dokument umieszczony przez nich na stronach 471- 474 książki "SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii". To sporządzona 20 czerwca 1991 roku notatka służbowa por. Krzysztofa Bolina z delegatury UOP w Gdańsku. Dokument opisuje oględziny akt sprawy obiektowej kryptonim "Arka".
W dokumencie UOP jest informacja, że w aktach tej sprawy jest notatka oficera SB Edwarda Graczyka z rozmowy przeprowadzonej z Lechem Wałęsą 19 grudnia 1970 roku. Poza tym jest informacja o tym, że doniesienia od TW "Bolka" przejmował czasami rezydent wydziału III KW MO w Gdańsku o ps. "Madziar". Funkcjonariusz UOP napisał też w notatce, że "Arkę" SB wszczęła w 1971 roku w sprawie Stoczni Gdańskiej.
Śledztwo jest prowadzone "w sprawie", co oznacza, że dotychczas nikomu nie postawiono zarzutów. Prokuratorzy mają wyjaśnić, czy doszło do naruszenia art. 265 par. 1 Kodeksu karnego, który za "ujawnienie lub wbrew ustawie wykorzystanie informacji stanowiących tajemnicę państwową" przewiduje karę od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności.
- To jest zupełny absurd, państwo policyjne i nagonka polityczna - tak Piotr Gontarczyk komentuje w rozmowie z TVN24 podejrzenia o ujawnieniu tajemnicy państwowej.
Książka "SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii" ukazała się w połowie zeszłego roku. Jej autorzy postawili tezę, że Wałęsa w latach 70. był tajnym współpracownikiem SB. Publikacja wywołała wiele kontrowersji.
=======================================



Prokuratorzy zajmą się historykami

Piotr Semka 22-04-2009, ostatnia aktualizacja 22-04-2009 21:48
Historię należy pozostawić historykom – ten slogan słyszeliśmy od polityków przez ostatnie dwie dekady. Gdy historycy wzięli się w końcu za historię Lecha Wałęsy, dziś grozi im prokurator. Oczywiście, broń Boże, nie chodzi o żadne naruszenie zasady wolności badań. Pan prokurator martwi się podobno jedynie o tajemnicę państwową.
Sławomir Cenckiewicz i Piotr Gontarczyk w swojej książce podjęli próbę wyjaśnienia losów dokumentów TW "Bolka" i okoliczności ich zniknięcia z UOP. Wskazali na łamanie prawa i bezprawne zagarnianie akt. Teraz odgrzewa się przepisy o tajemnicy państwowej, aby ich za to ukarać.
To paradoks, że w kraju, w którym żaden prokurator od lat nie ma ochoty zapytać Lecha Wałęsę, co zrobił z zaginionymi dokumentami na swój temat, prokuratorska machina bierze pod lupę właśnie tych dwóch badaczy, którzy opisali wyszabrowanie akt "Bolka".
Wczoraj przez parę godzin wahały się losy 200-milionowej dotacji dla Uniwersytetu Jagiellońskiego, którą uczelni mieli odebrać senatorowie Platformy. Rząd oczywiście zarzekał się, że nie chodzi mu o zemstę na uczelni, która nieopatrznie obdarzyła tytułem magistra Pawła Zyzaka, autora książki o Lechu Wałęsie. Może nawet bym uwierzył, gdyby nie wcześniejsze pomysły minister Barbary Kudryckiej, która domagała się skierowania na krakowską uczelnię komisji mającej zbadać okoliczności przyznania magisterium Zyzakowi. W końcu jednak – gdy krzyk podniosły media – dotacje dla UJ ocalały.
Atmosfera wokół badania najnowszej historii jednak wciąż gęstnieje. Gdy niedawno prezydent Lech Kaczyński wręczał ordery pracownikom IPN i mówił o ich odwadze, wielu publicystów zareagowało kpinami. Nie wątpię, że i teraz wszczęcie śledztwa przeciw Cenckiewiczowi i Gontarczykowi zbędą jakimś innym dowcipem.
Niestety – czas żartów chyba się skończył. Za odwagę pisania, bycia niepokornym historykiem płaci się coraz wyższą cenę. Niedawno Sławomir Cenckiewicz odszedł z IPN w atmosferze politycznego nacisku na tę instytucję. Teraz grozi mu prokurator. Piotr Gontarczyk w IPN jeszcze pracuje, ale zarzuty prokuratorskie mogą oznaczać odebranie mu certyfikatu dostępu do dokumentów tajnych – i może o to chodzi, bo oznaczałoby to usunięcie współautora książki o Wałęsie z pionu lustracyjnego instytutu.
Zrobiliśmy kolejny krok na drodze do aksamitnego zamordyzmu. Decyzja o rozpoczęciu śledztwa w sprawie rzekomego złamania tajemnicy przez dwóch badaczy historii wygląda jak próba zniechęcenia ludzi nauki do poruszania niewygodnych tematów. Ponurą ironią jest to, że dzieje się to za rządów premiera – byłego opozycjonisty, historyka z wykształcenia, który sam walczył o swobodę badań.
Ostatnio edytowane przez kalashnikov2 : 22.04.2009 o godz. 23:08.